Wiktoria, I love you Maja Hjertzell. Recenzja

Muszę przyznać, że niewiele jest książek, które w równym stopniu stanowią inspirację dla dziecka jak i źródło nauki dla Rodzica. Maji Hjertzell udało się w niezwykły sposób przybliżyć czytelnikowi subtelną relację pomiędzy samotną matką i jej 9-letnią córką, Linn.

Zagubiona po rozwodzie mama szuka pocieszenia w ćwiczeniu jogi, spotkaniach z koleżankami, powtarzaniu pozytywnych mantr. Te wysiłki jednak oraz przeprowadzka w nowe środowisko utrudnia jej obserwację i bliższe poznanie swojej córki. Sprawy nie ułatwia zniknięcie ukochanego kota Linn – Gwoździka, którego bardzo kocha. Sami musicie przyznać, że jak na 9 lat doświadczeń co niemiara – jak dla tak małej dziewczynki.

A jednak Linn zalicza się do tych nietuzinkowych osób, które nie idą na kompromisy w postaci przymusowej “przyjaźni” z infantylnymi dziewczynkami ze szkoły lub podwórka. Mając bogaty świat własnych zainteresowań takich jak bieganie, czytanie map czy nauka łaciny (sic!) – nie potrzebuje sztucznego tłumu wokół swojej osoby. Mama podejmuje nieudane próby chcąc pomóc w aklimatyzacji córki i znalezieniu jej przyjaciół pod postacią organizacji jej urodzin oraz zapisując ją na kurs tańca… Tymczasem skutek jest odwrotny od zamierzonego a relacja coraz bardziej napięta między córką a matką.

Wszystko zmienia pojawienie się Wiktorii – niezwykłej właścicielki magicznego Książkobusu. Dziewczyny z pozoru dorosłej a jakże innej od większości ludzi – obdarzonej fantazją i wieeeelkim uśmiechem. “Konsekwencja jest dla ludzi pozbawionych wyobraźni” a ponadto “jeżeli będziesz robić tylko to, co trzeba i wypada, nigdy nie odkryjesz nic nowego” – a właśnie na tym polega życie według bibliotekarki. Odkrywanie każdego dnia, każdej jego minuty a poprzez ten proces odkrywanie samego siebie. Linn to doskonale rozumie i dlatego pomimo różnicy wieku połączyła je nić przyjaźni. Kto przecież nie pokochałby dziewczyny marzącej o jeździe maszyną, która kładzie asfalt? Bo przecież najbardziej zwariowane pomysły świadczą o niezwykłej osobowości.

Największą wartością tej książki jest obraz relacji matki z Linn. Na początku napiętej przez błędny obraz matki dążącej do stworzenia idealnej sielanki wokół córki z gronem przyjaciółek. Jednak Linn jest na to zbyt mądra. Potrafi docenić wartość przyjaźni, pomimo że “(…) znaleźć prawdziwego przyjaciela jest tak samo trudno, jak zobaczyć rzadkiego ptaka” (Amicus verus et rara avis). Chłopiec z sąsiedztwa Simon, który marzy o lataniu, pozytywnie zakręcona Wiktoria i cudownie znaleziony przez nią Gwoździk stanowi dla Linn wyjątkowe grono. Mija czas zanim mama spostrzeże dojrzałość córki – jak w życiu potrzeba do tego trudnego momentu – w tym wypadku pożaru ich mieszkania. Musi najpierw runąć kurtyna złudzeń by była w stanie dojrzeć prawdę. A przekonanie, że jesteś za młoda by decydować o sobie zastąpić zaufaniem:

Kiedy rodzice martwią się, że ich dziecko nie jest szczęśliwe, zdarza im się robić dziwne rzeczy… Myślałam, że jesteś taka jak ja, że chcesz mieć zawsze wokół siebie ludzi.

W książce przewija się wiele sytuacji wyjętych żywcem z dnia codziennego. Mnie również dopadła refleksja – na ile słucham moje córki i jak bardzo narzucam im różne rzeczy wbrew ich woli…? Jak wiele jest wrażliwych i samotnych dzieci, które wolą przemilczeć sytuację ponieważ ich Rodzic nie chce usłyszeć prawdy, która nie pasuje do modelu wykreowanego w jego głowie…

Natalia Cieślak

Zapraszamy do działu recenzji Miasta Dzieci! 

Wiktorio, I love you
tekst: Maja Hjertzell
ilustracje: Anna Nilsson
tłumaczenie: Marta Wallin
wiek 6+
Poznań 2016
15 x 20,5 cm
twarda oprawa140 stron
Więcej informacji na stronie Wydawnictwa Zakamarki