Śpiewający Pinokio – recenzja koncertu muzyki teatralnej ”Piosenki do grania na nosie”

Śpiewający-Pinokio-recenzja-koncertu-muzyki-teatralnej-8221Piosenki-do-grania-na-nosie8221

Wszystko zaczęło się od tego, że przez widownię, zaczepiając po drodze zaskoczone dzieciaki wtargnęły 4 postacie.

Chociaż ubrane na czarno, w kapeluszach tego samego koloru, dzięki kolorowym kazoo, na których przygrywały można mieć było skojarzenia z … klownami. Co tu się będzie działo?!
  
Gdy muzykanci z kazoo przy ustach dotarli do sceny –  ruszyła do boju prawdziwa kapela – z gitarami: elektryczną, basową, syntezatorem, perkusją. Ubrane na czarno postacie stały się chórkiem. Publiczność swoim śpiewem poruszał solista – Olek Różanek (przekazując potem mikrofon innym wykonawcom). Wszyscy z Teatru Lalki i Aktora w Łodzi. 
 
Popłynęły wartko piosenki z różnych spektakli i z różnych teatrów – łódzkiego „Pinokia”, szczecińskiej „Pippi Pończoszanki”, „Czarnoksiężnika Oz” z Będzina oraz „Ach, jak cudowna jest Panama” z Rzeszowa… Od lirycznej, chwytającej za serce  piosenki o Pinokiu  po szaloną „Skakankę”. Wszystko bardzo profesjonalnie, niewątpliwie na wysokim poziomie, dynamicznie, elektryzująco i ambitnie, właściwie tylko momentami tak szczególnie po dziecięcemu  (do niektórych piosenek wykonawcy przywdziewali przebrania lub ich elementy). W czasie słuchania niektórzy dorośli czuli z pewnością  tęsknotę za dzieciństwem i próbowali odnaleźć w sobie Pinokia. Zachęcał do tego konferansjer,  zagrzewał też  wszystkich do tańca, wspólnego bawienia się. Jednak  wspólne pląsy udało się   dopiero zrealizować w czasie bisów. Bisów wywołanych gromkimi owacjami… dorosłych. 
 
A co z dziećmi? Dzieci, niestety,  musiały radzić sobie z  ogromnym hałasem. Ilość decybeli przekraczała zdecydowanie możliwości percepcyjne najmłodszych słuchaczy, bo niektórzy zatykali uszy, pytali rodziców o  koniec, narzekali na ból głowy.  Rozumiem: rock to rock, koncert to koncert, ale jakoś organizatorom wymknęło się spod kontroli, że odbiorcami są w głównej mierze małe dzieci! W małej  salce (jak na wymagania koncertu) teatru „Baj” huk był tak wielki, że odebrało to pełnię przyjemności. Przynajmniej mojej latorośli, a słyszałam też, że inne dzieci skarżyły się rodzicom po zakończeniu… Jaka wielka szkoda! Marzy mi się ponowne wysłuchanie „Piosenek do grania na nosie”, ale może … parę tonów ciszej?!
 
 
Koncert muzyki teatralnej "Piosenki do grania na nosie" odbył się w ramach małych Warszawskich Spotkań Teatralnych 2011 CZYTAJ WIĘCEJ…
 

Autor tekstu : Anna Lubowicka



ZOBACZ TAKŻE:Pinokioteatr