Smoczek Marian z Drakosławic. Recenzja

Smoczek-Marian-z-Drakosławic

Bajki o smokach z łatwością i niezmiennie znajdują drogę do serc kolejnych pokoleń dzieci, a smoczy bohaterowie i ich tajemnicze światy powoływani są do życia w coraz to nowych odsłonach. Tym razem na półki dziecięcych bibliotek dzielnie wspina się czteroletni Smoczek Marian z Drakosławic.

Marianek jest smoczym dzieckiem, ale jego problemy, emocje i przeżycia zrozumie doskonale każde dziecko ludzkie, bo smocze Drakosławice są bliźniaczo podobne do współczesnego nam świata. Można się tam zgubić w wielkim sklepie zabawkowym, na dobre rozchorować, czy upiec piaskową babkę. Smocza kraina jest ciepła, sielankowa, ale podobnie jak w realnym świecie wiele tu zawiłości i przeszkód, którym musi stawić czoła czterolatek. W zmaganiach z rzeczywistością towarzyszą bohaterowi kochający i troskliwi rodzice oraz czworo miłych przyjaciół „jaszczurka Lucyna, krokodyl Wiesiek, żółw, na którego wszyscy dla żartu mówią Szybki Dżony, i pająk, na którego wszyscy mówią po prostu pająk”.

Historyjek jest siedem – każda stanowi odrębną całość. Teksty bawią, objaśniają otaczający świat i uczą, a jednocześnie pozostają lekkie i przemiłe w odbiorze. Na okładce książki znajdziemy dopisek, który wydaje się być cenną wskazówką dla sięgających po nią czytelników; autorka podpowiada nam, że przygody Marianka to: „bajki na dobranoc” i rzeczywiście jest to lektura na wieczór idealna. Atmosfera Drakosławic: przyjaznych bohaterów, przejrzystych reguł i harmonii wyciszy każde dziecko; przyniesie też ulgę niejednemu zmęczonemu dniem pracy rodzicowi. Perypetie Marianka niepostrzeżenie i bez moralizatorskiego nadęcia przemycą też do umysłów naszych pociech liczne treści wychowawcze. Literaccy bohaterowie bywają dla dzieci wyrocznią i niedoścignionym wzorem, a smoczek Marian uwielbia naleśniki ze szpinakiem i zupę brokułową, za punkt honoru stawia sobie wyrobienie nawyku dziękowania mamie za przygotowany posiłek, leży mu na sercu dobro przyjaciół i środowiska, itp. – tak skonstruowany książkowy przyjaciel może mieć tylko dobry wpływ na zafascynowane smoczymi przygodami dzieci. Autorka zadbała też o poszerzanie słownika młodych czytelników, a w dodatku wyręczyła dorosłych w tłumaczeniu padających w tekście trudniejszych, mniej popularnych słów czy zwrotów, wkładając w usta rodziców Mariana wyrażenie: „to znaczy…”

Smocze opowieści to debiut Ewy Mleczko jako pisarki oraz jej ojca, Andrzeja Mleczko jako ilustratora książek dla dzieci. Trzeba przyznać, że duet Mleczko sprostał nowemu wyzwaniu na medal. Postacie i historie stworzone przez autorkę podbijają serca czytelników już od pierwszych wersów, a ilustracje znanego grafika sprawiają, że sielankowa, jasna i pogodna atmosfera Drakosławic staje się wręcz namacalna. Charakterystyczna, kojarzona przez dorosłych z satyrą kreska Andrzeja Mleczko znakomicie podkreśla osobowość radosnego, przesympatycznego Marianka i jego specyficznych kompanów. Ilustracje są duże, wyraziste, proste i barwne, co znacznie ułatwia odbiór tekstu już najmłodszym czytelnikom. Dla starszych mamy natomiast duże litery, przejrzystą czcionkę i krótkie rozdziały, co sprzyja pierwszym próbom samodzielnego czytania.

Smoczek Marian z Drakosławic bardzo umila czas, ale i uczy „jak, na drodze pokojowej, można rozwiązywać istotne problemy”, a w dzisiejszym świecie taka nauka przyda się każdemu dziecku.

Ania Maschke

Smoczek Marian z Drakosławic
Ewa Mleczko, Andrzej Mleczko
Data wydania: 29 maja 2012
wyd. Prószyński i S-ka

Autor tekstu : Ania Maschke