Sam & Riko. Recenzja

Sam & Riko

To miała być recenzja zupełnie zwyczajnej książki o przyjaźni małego chłopca i jego psa. Historii, jakich wiele, może mało oryginalnej, ale stanowiącej przyjemną, pełną ciepła lekturę. Miało być o Samie, który w kudłatym owczarku Riko zyskuje nie tylko przyjaciela, ale także kompana, podobnie jak on uczącego się życia pośród innych i osiągającego tym samym kolejne kamienie milowe dorastania.

Miało być o tym, jak ciekawe i zabawne może być przyjęcie perspektywy małego dziecka, które na swój sposób usiłuje wytłumaczyć sobie zachowania dorosłych.

Będzie jednak o czymś zupełnie innym. O czymś, co tę przyjemną lekturę zmąciło, przywołując na myśl hasło, które pewnym grupom konserwatystów od jakiegoś już czasu spędza sen z powiek. Gender.

Wszystko przez jeden rozdział, który na siedmiu pozostałych kładzie się swoim wielkim, nierównościowym cieniem. Rozdział zatytułowany “Sam i Riko to chłopaki!”, w którym kawa na ławę wykłada się młodym czytelniczkom i czytelnikom dlaczego to szaleni chłopcy lubią samochody, a grzeczne młode damy preferują raczej lalki i księżniczki. Sam ma bowiem koleżankę Jankę, która nagle, uznawszy, że jako chłopak nie zna się na modzie i nie potrafi przebierać lalek, przestaje się z nim bawić. Zdruzgotany przedszkolak zwraca się ze swoim problemem do mamy, która cierpliwie objaśnia mu zasady rządzące światem skwapliwie podzielonym według płci, jak niegdyś na szkolnych ZPT. Odpowiednio pouczony chłopiec zdobywa się wieczorem na refleksję: „Uważam, że bycie dziewczyną jest łatwiejsze niż bycie chłopakiem. Chłopaki mają trudniejsze zabawy i muszą bronić wszystkich, których lubią, i być mili dla dziewczyn (…). Chłopaki muszą też budować zamki dla lalek, żeby dziewczyny miały się gdzie bawić”. I w ten sposób mebluje się młodą głowę paskudną meblościanką z czasów – jak widać – niekoniecznie minionych.

Rozumiem, że autorka, decydując się na narrację z perspektywy dziecka, jednocześnie puszcza oko do dorosłych, którzy jej książkę czytają swoim pociechom na dobranoc. Rozumiem też, że kiedy pójdziemy na plac zabaw, rzeczywiście zobaczymy grupy dziewczynek z długonogimi Barbie przebranymi za Elzę z “Krainy lodu” i chłopców urządzających wyścigi swoim resorakom. Ale gdyby tylko chciało nam się przyjrzeć nieco uważniej, dostrzeglibyśmy również malców nieśmiało spoglądających w stronę różowych wózków dla lalek, które przywiozły ze sobą ich koleżanki. Zobaczylibyśmy też dziewczynki, które bardzo chciałyby poszaleć, ale babcie proszą, by się nie ubrudziły i broń boże nie zapociły. Dopóki literatura dziecięca będzie utrwalać takie stereotypowe podziały, ich piękne ubranka pozostaną nieskazitelnie czyste i na nic się zdadzą akcje typu “Dziewczyny na politechniki”.

Gdyby nie ten jeden rozdział, być może poleciłabym tę niewielką książkę za jej lekki dowcip i czarno-białe, nienachalne ilustracje, przywodzące na myśl cykl o Mikołajku. Tymczasem jednak wołam swoją córkę, która jak wariat drogowy pędzi po mieszkaniu w swoim samochodziku, ubieram synka w różowy kombinezon po siostrze, i idziemy do księgarni szukać im innych lektur.

Katarzyna Pochmara-Balcer
okulturyzmdlanieletnich.blogspot.com

Sam & Riko
Agnieszka Wiszowata,Paulina Engen
Format: 145x205mm,
oprawa twarda
liczba stron: 56
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo Novae Res

Zapraszamy do działu recenzji Miasta Dzieci! 

 

 

 

 

Katarzyna Pochmara-Balcer

Katarzyna Pochmara-Balcer

Absolwentka filozofii i filologii węgierskiej na Uniwersytecie Warszawskim.  Autorka blogu  Okulturyzm dla nieletnich. Interesuje się także współczesnym kinem europejskim, o którym pisze dla Kultury Liberalnej.  Mama Karoliny  i Emila.