Po szelmowsku w rytm hip-hopu albo…popu

Odbierałem ten spektakl jak udział w swoistej “pop-operze” – faktycznie, strona dźwiękowa porywała, wprowadzała w świat muzyki pop, z rozpoznawalnymi standardami… Chociażby “I′m bad” – jak z teledysku Michaela Jacksona.

Efekty specjalne (dymy, światła) sprawiały, że wydawało się, że jest się na koncercie, udana, dynamiczna choreografia zachwycała – momentami można było zapomnieć, że przyszliśmy na … rymowaną klasyczną bajkę, no może nie dla najmłodszych, ale (według opisu) dla „siedem plus". Można też było poczuć się jak na wyborach, w iście amerykańskim stylu, z chorągiewkami, telewizją, dłońmi na sercach, hymnem, fruwającymi ulotkami. Na kolana rzucił mnie szatański plan zaśpiewania fragmentu bajki w rytm „Habanery" Bizeta…

Ale… w „siedem plus" tkwi cały mój ambaras – gdyby spektakl skierowany był do publiczności, powiedzmy „12 wzwyż" to przyjąłbym wszystko bardzo pozytywnie, bez zmrużenia oka. Bo w końcu co wie siedmiolatek o „Ojcu Chrzestnym"? A przynajmniej nie powinien zbyt wiele, bo film to nie dla niego jeszcze (było w spektaklu wyraźne nawiązanie). Może o Michaelu Jacksonie (czyli w spektaklu – Lisie Witalisie) już słyszał, a nawet rozpoznaje jego piosenki, chociaż to pewnie nie jest aż tak bardzo powszechne. Więcej było takich nawiązań, myślę, że mało czytelnych dla dzieci, w tym również wstawki w języku angielskim czy rosyjskim. 

Imponująca, wizualnie porywająca, to na pewno, bo zrobiona z rozmachem i bardzo odważnie współczesna wizja „Szelmostw Lisa Witalisa" – z tekstem choć napisanym dla dzieci, na pewno trafiłaby do nastolatków, a może idąc dalej – zachęciłaby ich do częstego bywania w teatrze. Zastanawia mnie scenografia „śmietnikowa" (bardzo prosta), bez odrobiny lasu, nawarstwienie kloszardów, mafiozów, obecność kijów bejsbolowych – trochę za dużo tego świata, z którym chciałbym, by moje dzieci miały jak najmniej do czynienia. A trochę za mało akcentów iście dziecięcych. Głośno śmiali się głównie dorośli.

Gdyby to był spektakl przeznaczony dla starszych dzieci (a właściwie mam wrażenie, że dopiero gimnazjaliści w pełni zrozumieliby nawiązania do popkultury i współczesności, a udział w tym spektaklu – mimo że bajce, nie przyniósłby im ujmy, a zaspokoiłby ich potrzeby rozrywkowo- kulturalne, porywając saltami i hip-hopowymi „akrobacjami" ) – dałbym mu „piątkę", a tak… wyszedłem z mieszanymi odczuciami.

 

Recenzja spektaklu Brzechwa 2. Szlemostwa Lisa Witalisa w wykonaniu aktorów Teatru Polskiego im. Hieronima Konieczki w Bydgoszczyautor: Jan Brzechwareżyser: Łukasz GajdzisSpekatakl – 8 kwietnia 2011 w ramach małych Warszawskich Spotkań Teatralnych

Polecamy również  Oniryczne rozgrywki szachowe – recenzja spektaklu Alicja po drugiej stronie lustra oraz Repertuar Tearu Guliwer maj 2011

Autor tekstu : Arkadiusz Lubowicki



ZOBACZ TAKŻE:teatr