Okruchy z pozoru szarej rzeczywistości

Wakacje powoli zbliżają się do końca… Zapewne każdy z Was przeżył jakąś ciekawą przygodę. Zapraszamy podzielcie się nią z nami 🙂

Nasze wspomnienia:

Nauka pływania

Wakacje u babci. Góry. Kryta pływalnia. Oliwia i Oskar najdzielniejsze dzieciaki świata, z iskrzącymi oczami przebierają się w kostiumy kąpielowe. Oskar nie boi się nawet silnego strumienia mocno ciepłej wody pod prysznicem. Oliwia nie pamiętając o ostrzeżeniach pędzi do wody, o mało nie lądując głową na mokrej i twardej basenowej posadzce. Zaopatrzeni w tzw. motylki, czyli rękawki do pływania, są gotowi zanurzyć się w basenowe odmęty.

Oskar udowadnia tezę, że człowiek w prostej linii pochodzi od małp, kurczowo obejmując nóżkami mamusię w talii, a rączkami ściskając szyję. Oliwia pływa trzymając za ręce Wujcia Kubę. Mój brat postanowił poświęcić siebie i swój czas, aby Oliwia mogła mówić mu, jak on ma ją uczyć pływania. Oskar płacze, bo właśnie małe stadko rozbrykanych dzieciaków obok chlapie ile wlezie, tzn. pływa. "Boje basienu!" krzyczy mój dwulatek. Przez pół godziny spaceruję z moją Małpką zanurzona po pachy w wodzie, unikając jak ognia wszystkich małych pływaków. Gdy powoli daję za wygraną Oskar postanawia, rozluźnić uścisk i zaczyna śmiać się z poczynań siostry. Swój pierwszy kontakt z wodą kończy pływając jak motorówka. (Jedna rączka Oskara rozpruwa wodę, druga trzyma się mojej szyi, pupcia wygodnie usadowiła się na moim biodrze.

Ja kręcę się wokół własnej osi, tak szybko jak tylko potrafię). Radosny śmiech Oskara pozwala mi wierzyć, że basen nie był złym pomysłem. Oliwia pływa pieskiem i leżała już dwa razy na plecach (podtrzymywana przez Wujcia). Jest tak dumna z siebie, że omal nie pęknie. Do tego wszystkiego przekonana, że umie już bardzo dobrze pływać, postanawia płynąć na cztery metry. A niby dlaczego nie? Ma już 6 lat i pół roku! świetnie pływa już od dawna (jakieś pół godziny) i do tego zaczyna się nudzić… Na dzisiaj dosyć. Wychodzimy.

Dzień drugi. Basen.
Oliwia jest gotowa wskoczyć do basenu, bo po co komu drabinka… Oskar bardzo chce do wody i twierdzi, że umie pływać, ale na pierwszym szczeblu drabinki raptownie chwyta mnie za szyję i ściska nóżkami, wołając ?Boje basienu, dzieci chjapją?. Dzisiaj na szczęście, jest w wodzie tylko kilka dorosłych osób. Po trzech minutach zabawa w motorówkę, zaczyna się na dobre, aż ja mam dosyć. Powoli Oskar puszcza mą szyję i obie rączki swobodnie chlapią wodę. Później, panikując trochę, pozwala nóżkom i rączkom chlapać ile wlezie. Ja podtrzymuję go od spodu, a on uszczęśliwiony leży na brzuszku. PŁYWAMY ! Oliwia usiłuje być żabką i znowu wszczyna dyskusje na temat pływania na czterech metrach. Uważa, że ona może, a nawet powinna tam pływać! Po 40-u minutach jest mi zimno i zarządzam odwrót. Oliwia błaga jeszcze o pięć minut. Oskar płacze, że on chce pływać i nie boi już basienu. Po dziesięciu minutach, z dwoma wyjącymi stworzeniami wychodzę do szatni.

Dzień trzeci.
Myślałam, że zrobimy sobie przerwę w pływaniu, ale nie byłam w stanie przeforsować takiego (głupiego!) pomysłu. Oliwia pływa na plecach. To dziecko mnie zadziwia. Skoro ja jestem raczej miernym pływakiem, tego talent ma po tatusiu. Dzisiaj przyjechał i uczestnicząc w kąpieli widzi swoje maluchy w akcji (wygląda na zaskoczonego). Oskar niezmiennie bawi się w motorówkę tyle, że w nowszy model. Obie rączki prują wodę, a nóżki swobodnie pływają sobie z tyłu. Próba położenia go na plecach nie powiodła się. Znów opuszczamy basen z płaczem (łzy rozstania).

Dzień czwarty.
Oskar ma katar, więc idzie z babcią na spacer. A ja z Oliwią na basen. Udowodniłam Oliwii, że nie jest mistrzem świata w pływaniu – zdejmując jej rękawki. Tonie (nie dosłownie oczywiście), i już nie chce pływać na czterech metrach. Dzisiaj uczę ją pływania z głową pod wodą. Jest bardzo podekscytowana, bo pływa w specjalnych okularach. Wyrzucam ją też w górę i chwytam w wodzie, jest zachwycona. Pływa z deską pod brzuchem oraz leżąc na niej na plecach, w kombinacjach przechodzi samą siebie.

Dzień piąty.
Ja mam dosyć, robimy przerwę w pływaniu.

Dzień szósty.
Jedziemy na odkryty basen. Dzieciaki nie wychodzą z brodzika. Oskar dalej ma katar. Oliwia chyba wychlapała całą wodę. Mi schodzi z pleców skóra.

Dzień siódmy.
Wracamy z wakacji do domu. Szaleństwa basenowe podziwiamy na zdjęciach, ubaw po pachy. Jestem dumna z moich dzieci. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się, iż mają coś wspólnego z delfinami…Przecież jeszcze niedawno moja córka bała się wszystkiego co nowe. Jak widać przegapiłam moment w którym z tego wyrosła.

(wspomnienie z 2001 r.)

 

Autor tekstu : Kamila Waleszkiewicz



ZOBACZ TAKŻE:sen