Oczekiwanie

Wielu z nas ciągle na coś czeka. Na awans, na wakacje, na „maila”, żonę bezustanne
czekanie. Jak się na to „coś” doczekamy to czekamy na następne „coś”. Łapiemy się na tym, że czekamy na kilka „cosiów”. Marek i Maks bez przerwy czekają np. na piątek, ponieważ zgodnie z dobrym szwedzkim zwyczajem dzieci dostają słodycze w piątek, czekają na to, że będą dorośli – dorośli wszystko mogą, czekają na urodziny, imieniny, Gwiazdkę, Dzień Dziecka.

„Nikt nie lubi czekać" jakże czesto to słyszymy i sami wypowiadamy.

Spóźnienia kwitowane są zgryźliwymi uwagami, konsekwencjami, niejednokrotnie bardzo przykrymi dla spóźnialskiego. Czemu?

Czekanie jest zmorą społeczną, odczuwamy straszny brak tego co ma być, a jeszcze nie jest. Żyjemy
coraz szybciej, choć czekanie trwa coraz dłużej, niecierpliwość nadąża za postępem.

Kierowcy. Popatrzmy na kierowców, często mówią, że lubią prowadzić samochód, a gnają pięknymi maszynami z klimatyzacją, muzyką i podgrzewanymi fotelami jakby spieszyło im się wysiąść z pięknego bolidu tak szybko, jak to tylko możliwe. Podobno, nie mogli się doczekać na ten cud inżynierii i postępu na kółkach!

Rodzice. Kiedy się urodzi, kiedy zacznie siadać, kiedy zacznie chodzić, czemu jeszcze nie mówi, byle do przedszkola itp.

Oglądałem dzisiaj zdjęcia chłopców z przed kilku lat. Gdy robiliśmy te zdjęcia byłem na etapie: kiedy Maks zacznie chodzić, kiedy Marek zacznie mówić. Fajnie wyglądają na zdjęciach, na co ja czekałem?

To był fajny czas i dla nich i dla mnie. Ominął mnie ten okres, czekałem na coś innego.

Spójrzcie na zdjęcie – tak wygląda człowiek, który nie czeka.

Żyjemy obok naszego życia, w nurcie oczekiwań, ślepi na otaczające nas ważne wydarzenia. Mam
dosyć czekania! „Carpe diem".

Niech dzieci rozwijają się i rosną w swoim tempie. Burza i deszcz są piękne, a słońce pojawia się zawsze… Za jakiś czas. Nie pędzę „bryką" na złamanie karku, ponieważ bardzo lubię jeździć samochodem, mimo że nie ma klimatyzacji. Gdy się ktoś spóźnia, to sobie siedzę, myślę, medytuję, jak się zjawi to będzie milszy, bo pomyśli, że czekałem.

Gdy wstaję rano z łóżka, powtarzam sobie cicho „carpe diem" , bo to wyjątkowy dzień, mój dzień i nie wolno go zmarnować. Czasem mi się wiedzie, czasem całkiem odwrotnie. Wszystko powoli przemija, ale razem ze mną.

Nigdy nie tracę czasu, bo czas nie jest stracony, jeśli go przeżywamy, a nie stoimy z boku.

Polecamy również  Dekalog dobrego taty oraz Równe szanse

Autor tekstu : Michał Sołtan