Niezaspokojony głód miłości u dzieci

Jestem mamą dwójki adoptowanych chłopców (6 i 4 l).
Nasze dzieci cały czas proszą, marudzą o jedzenie, mimo iż dostają porządne śniadanie, obiad (porcje prawie jak dla dorosłego!) i kolację, plus podwieczorki. Staramy się im ograniczać podżeranie, kontrolować (co przypomina walkę z wiatrakami), ponieważ podczas naszej nieobecności (np. w przedszkolu lub gdy sami zostają z babcią) non stop “żebrzą” o jedzenie, a później wymiotują, mają problemy z brzuszkiem… a mimo to, gdy tylko poczują się lepiej znowu zaczynają szukać okazji do obżarstwa.

Potrafią tak “męczyć”, że ludzie, mimo naszych próśb o nie dawanie im słodyczy, dla świętego spokoju im dają. Frustrujące jest dla nas to, iż podczas rozmowy zaglądają znajomym do toreb i pytają o jedzenie; gdy tylko pojawiamy się w nowym miejscu “rzucają” się na stół. Nie wiemy co te dzieci wcześniej przeżyły, może cierpiały na brak jedzenia… a my nie wiemy jak się z tym teraz uporać.

Jedzenie jako symbol

W kulturze w której żyjemy jedzenie nie służy jedynie do zaspokajania głodu i dostarczania organizmowi tego co niezbędne, ale nabrało wiele symbolicznych znaczeń. Jednym z podstawowych jest jedzenie jako wyraz miłości, lub mówiąc dokładnie – jako substytut miłości. Ta symboliczna funkcja jedzenia jest szczególnie mocno wpisana w stereotyp matki i kobiety w rodzinie.

Stereotypowo miłość matki przejawia się w karmieniu, a miłość ojca w dostarczaniu poczucia bezpieczeństwa.

Ten stereotyp sprawia, że w sytuacji gdy rodzice z jakiś powodów nie są w stanie dostarczyć dzieciom poczucia bycia kochanymi w zamian dostarczają dużych ilości jedzenia. Tacy rodzice sami nie posiadają tej pewności, że nadają się do kochania. Brak wewnętrznej pewności, że zasługujemy na miłość ważnych dla nas ludzi, na poziomie psychicznym przejawia się w postaci lęku i pustki, poczucia braku. Wtedy odkrywamy, że jedzenie znosi szybko i skutecznie te dolegliwe objawy, ale jest to oczywiście leczenie objawowe, które nie sięga do przyczyn problemu. Jak to bywa z większością terapii objawowych, prędzej czy później lekarstwo stanie się czymś gorszym od choroby, którą próbuje leczyć.

 

 

Jedzenie jako substytut miłości

Dla dzieci które z jakiś powodów nie nasyciły się w pierwszych 2 latach życia miłością rodziców i związanym z tym poczuciem bezpieczeństwa, jedzenie bardzo łatwo staje się substytutem, zastępstwem miłości. Reakcje mogą być dwojakie: dziecko albo przykłada nadmierną wagę do jedzenia, albo odmawia jedzenia. Można powiedzieć, że ta druga kategoria dzieci nie daje się tak łatwo oszukać jedzeniem i dzięki temu, że nie chce jeść otrzymuje przynajmniej więcej troski i zainteresowania. Przyczynowe podejście do rozwiązania tego problemu wymaga od rodziców i opiekunów skoncentrowania się na zupełnie czymś innym niż jedzenie, czyli na dostarczaniu dziecku poczucia, że jest ważne i kochane.

Jesteś dla mnie ważny

W praktyce chodzi o to, żeby tak często jak to tylko możliwe uznawać psychologiczne potrzeby dziecka, takie jak potrzeba czasu i przychylnej, bezinteresownej uwagi opiekunów za ważniejsze od innych spraw, w które zaangażowani są dorośli. Najlepszym komunikatem pod tytułem “jesteś dla mnie ważny/a” jest poświęcenie tego co nam wydaje się ważne w danej chwili na rzecz potrzeb dziecka.

Na przykład: tata chce oglądać mecz, a dziecko prosi by pójść z nim na podwórko i pograć w piłkę. Jeśli tata poświęci swoją potrzebę obejrzenia meczu i pójdzie z synem pograć w piłkę, to przekaże mu potężny i niezapomniany komunikat: “jesteś dla mnie ważny”.

Tak samo powinna zachować się mama przygotowująca obiad gdy dziecko prosi by mu coś poczytała. Wiele kobiet ma głęboko zakorzenione przekonanie, że karmienie rodziny jest najlepszą formą wyrażania miłości i dziwią się, gdy to nie spotyka się z wdzięcznością, której oczekują. Matka odwrócona przodem do kuchni, a tyłem do dzieci nie może liczyć na wdzięczność i uznanie, bo komunikuje dzieciom, że gotowanie i jedzenie są ważniejsze niż one. Wiele matek ucieka przed dziećmi do kuchni w poczuciu bezradności, gdyż same nie zaznały w dzieciństwie uwagi i zainteresowania swoich matek. Nie zdają sobie sprawy, że dla ich dziecka 100 razy ważniejsze jest to by poświęciły mu czas i uwagę na przykład na grę planszową, rozmowę, wspólne robienie czegoś, niż postawienie trzydaniowego obiadu na stole.

Poświęcenie dziecku czasu i uwagi 

W dobrze uposażonych segmentach naszego społeczeństwa, jedzenie nie jest żadnym problemem, jest go nadmiar. Problemem jest brak czasu i uwagi, które gotowi jesteśmy poświęcić naszym dzieciom, choć oczywiście są środowiska w których brakuje i jednego i drugiego- jedzenia i uwagi. Na przykład środowiska dotknięte uzależnieniem rodziców, chociażby od alkoholu. Krótko mówiąc – mniej troszczmy się o karmienie naszych dzieci, dbajmy zdecydowanie bardziej o jakość pożywienia, a nie o ilość (nie karmy naszych dzieci junk foodem, fast foodem i słodyczami) lecz przede wszystkim dostarczajmy im poczucia bycia kochanymi i ważnymi poprzez poświęcanie im czasu i uwagi.

Przeczytaj także:

 

Wojciech Eichelberger

Wojciech Eichelberger

Wojciech Eichelberger - psychoterapeuta, coach, trener. W swoich projektach szkoleniowych i terapeutycznych odwołuje się do koncepcji terapii integralnej, która oprócz psychiki bierze pod uwagę ciało, energię i duchowość człowieka.
Twórca warsztatów on-line - 8razyO.pl oraz PokochajSwojeCialo.pl. Autor i współautor wielu popularnych książek z pogranicza psychologii, antropologii  i duchowości (m.in.: "Jak wychować szczęśliwe dzieci", "Pomóż sobie, daj światu odetchnąć", "Kobieta bez winy i wstydu", "Zdradzony przez ojca", "Siedem boskich pomyłek", "Ciałko", "Krótko mówiąc",  "Mężczyzna też człowiek"). Wiele spośród nich trafiło na listy bestsellerów. wojciecheichelberger.pl