Nibylandia w Capitolu

Pewnie każdy może przewidzieć jakie postaci obejrzy i usłyszy widz na scenie. Wieczny chłopiec – tytułowy Piotruś Pan, jego koledzy, Wendy – Niby Mama, Dzwoneczek, Kapitan Hak… Udało się aktorom bardzo dobrze wpasować w bohaterów, czyniac postaci przekonujacymi. Ba, aktorki wcielały się nawet w kilka postaci jednoczesnie, prezentując umieszczone na dłoniach portrety chłopców.

Ciekawych rozwiązań jest w sztuce więcej. Scenografia, choć ascetyczna, bazuje na wyobraźni i faktycznie twórczymi pomysłami może niektórych  zadziwić. Falujące morze z folii, kroczący po scenie zabawny krokodyl kłapiący drewniana paszczą, spuszczone na linach hustawki … Mnie przypadła do gustu szczególnie gra Kapitana Haka – bufona i bardzo dziewczęcej Wendy. Muzyczna warstwa spektaklu miła dla ucha, melodyjna. Żałowałem tylko, choć rozumiem, że to podpowiadał oryginał, że w sztuce bardzo wyraźne były stereotypy męsko – damskie, podziału ról zyciowych, brak porozumienia między płciami. Mysle, że możnaby bardziej nawiązać do czasów współczesnych, modyfikować przedstawiane na scenie relacje do bardziej partnerskich , zamiast pozostawiać w sztywnych stereotypach mężczyzny i kobiety z przełomu XIX i XX wieku.  Cokolwiek archaicznych w dzisiejszych czasach.

Autor tekstu : Arkadiusz Lubowicki