Mama, smoczek! Recenzja

Bez lukru i owijania w bawełnę. Otwarcie i szczerze o macierzyństwie i codziennej nauce dziecka, o dojrzewaniu, pokonywaniu własnych lęków i słabości, budowaniu zaufania do siebie jako matki, żony, kobiety…

Główna bohaterka "Mama, smoczek!" ma na imię Małgosia. Ale równie dobrze mogłaby to być Ania, Zosia czy Karolina, a jej twarz mogłaby być twarzą twojej przyjaciółki, kuzynki czy sąsiadki, a może nawet Twoją twarzą.

Współczesna świadoma mama

Małgosia ma 35 lat i dopiero co została mamą. Śledząc zapiski w jej bardzo osobistym dzienniku, odkrywamy wielowymiarowy obraz macierzyństwa i wszystkie jego barwy. A jest ich całkiem sporo (wie to przecież każda mama-czytelniczka). Czytając zwierzenia tej debiutującej matki nieraz można pokiwać ze zrozumieniem głową, uśmiechnąć się do własnych myśli z nieodpartym wrażeniem, jakby się czytało o samej sobie.

Małgosia to mama wykształcona, z doktoratem i bagażem doświadczenia zawodowego. Dziecko to rewolucja w jej życiu i kosmiczna zmiana. Ale zmiana świadoma i bardzo chciana, upragniona. Macierzyństwo przynosi wiele niespodzianek i zaskakuje główną bohaterkę. Z jednej strony to niesamowite przeżycie, dające mnóstwo radości i pozytywnej energii, a z drugiej trudne, wymagające kompromisów i sporych pokładów siły, absorbujące i pochłaniające do reszty, wypełniające cały świat, diametralnie zmieniające dotychczasowy styl życia. Obok uśmiechów, zachwytu oraz poczucia spełnienia i szczęścia są łzy, wrażenie bezsilności, stres, przerażenie i lęk. Liczne wzloty i upadki. Próba radzenia sobie z kalejdoskopem emocji. Podejmowanie nowych wyzwań każdego dnia. Nauka siebie samej i dziecka.

Macierzyństwo w "Mama, smoczek!" ma wymiar słodko-gorzki

Wcale nie jest tak kolorowo jak w kolorowych reklamach, nie ma wyłącznie bajkowej sielanki. To po prostu obraz z życia. Realistyczny, nie ociekający lukrem, do bólu momentami prawdziwy.
Jak odczytać sygnały wysyłane przez noworodka, jak zrozumieć jego język – to pytania bliskie Małgosi tak, jak wielu innym młodym matkom. A wraz z rozwojem dziecka, pojawia się cała kaskada kolejnych pytań, rozważań, wątpliwości i niepewności. Problemy ze smoczkami i piciem z butelki, usypianie na rękach i nauka samodzielnego zapadania w sen w łóżeczku, bolące brodawki i karmienie piersią, które okazuje się sztuką, wymagającą niekiedy wsparcia specjalisty – doradcy laktacyjnego. To tylko niektóre wątki poruszane na kartach książki.

Proces dojrzewania matki

Obserwując rok z życia rodziny, proces dorastania synka Małgosi – Rumpelka i poszczególne etapy jego rozwoju, śledzimy również proces dojrzewania jego matki. Dojrzewania do swojej roli, do podejmowania decyzji i dokonywania wyborów oraz odchodzenia od panicznego lęku i braku pewności siebie w stronę wewnętrznej równowagi. Bycie matką uczy główną bohaterkę, że budowanie domu wymaga też budowania poczucia własnej wartości. Mieć dziecko oznacza pogodzić się z tym, że nie zawsze możemy mieć nad wszystkim kontrolę i być perfekcjonistkami w każdym calu. I że żaden poradnik, podręcznik, artykuły branżowe i strony internetowe nie pomogą nam się odnaleźć w macierzyństwie tak, jak własna intuicja oraz zaufanie do siebie i swojego dziecka.

Dystans do roli matki idealnej 

Lektura „Mama, smoczek” uświadamia, że ważne jest też partnerstwo w związku, gdy pojawia się dziecko. Wsparcie, wzajemne zrozumienie, rozmowy, na które często brakuje czasu, a są bardzo cenne. Potrzebne jest również szukanie miejsca na „coś swojego”: pracę, samorealizację, zainteresowania. Nie jest to łatwe, czasem graniczy z cudem, ale – jak pokazuje dziennik mamy Rumpelka – da się, tylko trzeba próbować.
Losy Małgosi i pamiętnik jej emocji potrafią bardzo wciągnąć. Czyta się w błyskawicznym tempie. Sprawnie relacjonowane wydarzenia i uzewnętrzniane stany uczuć pojawiają się jeden za drugim, więc nie ma miejsca na nudę i monotonię. Cały czas się coś dzieje. Ale jak może być inaczej – w końcu mowa o dzieciach! Postać Małgosi budzi sympatię tym bardziej, że o swych przeżyciach mówi z poczuciem humoru, zachowując dystans do samej siebie. Jest w tym wszystkim bardzo ludzka, pokazuje, że choć bardzo się tego pragnie, trudno być idealną matką i panią domu, a to, co sobie zakładamy w teorii, praktyka często brutalnie weryfikuje.

Dzieci nie lubią szufladkowania

Myślisz, że ty jedna bijesz się z myślami na taki czy inny rodzicielski temat? Że tylko twoje dziecko wykracza poza podręcznikowe schematy? „Mama, smoczek” to doskonała propozycja dla młodych mam. Poza tym może być ciekawym doświadczeniem dla przyszłych mam, które chciałyby porównać swoje wyobrażenia o macierzyństwie z faktycznym jego obrazem. Oczywiście, nie jest tak, że każda sytuacja, problem czy burza emocji opisana w książce spotyka każdą matkę. Dzieci nie lubią szufladkowania, każde jest inne. Każda kobieta też jest inna i może inaczej zareagować na ciążę, poród, połóg i kolejne miesiące. Ale myślę że można w tym wszystkim znaleźć jakieś wspólne elementy, a sam sposób ukazania macierzyństwa w książce nie jest przesiąknięty wizjami oderwanymi od rzeczywistości.

Macierzyństwo a natłok informacji 

Książka Magdy Fres przynosi też refleksję – nieco smutną – na jeszcze jeden ważny temat. Nasze mamy czy babcie nie miały aż takiej wiedzy, jak dzisiejsze matki – takie jak Małgorzata. Dostęp do informacji był słabszy, nad wieloma sprawami człowiek się nie zastanawiał. Bardziej bazowało się na radach przekazywanych z pokolenia na pokolenia, doświadczeniu innych matek. Ale może dzięki temu, że żyło się mniej świadomie, to bardziej spokojnie? Z pewnością zdrowiej, bez paranoicznych lęków i szukania wskazówek na forach internetowych. Małgosia, jak na współczesną matkę przystało, ma praktycznie nieograniczony dostęp do wiedzy. Śledzi serwisy internetowe, czyta fachową literaturę, słynny „Język niemowląt” Tracy Hogg, przerobiła wiele poradników o żywieniu niemowląt. Chce uchronić swoje dziecko przed złem tego świata, zapewnić mu zdrowy i bezpieczny start. Czuje się jednak niepewnie. Bo jak się pewnie czuć w świecie, w którym co rusz jest się bombardowanym newsowymi doniesieniami o szkodliwym działaniu kosmetyków, wpływie zanieczyszczonego powietrza na zdrowie czy jedzeniu naszpikowanym chemią. Toksyczny bisfenol A w butelkach, rtęć w szczepionkach, kontrowersyjne pneumokoki, warzywa pryskane pestycydami, przed którym się ucieka do sklepów ekologicznych, jakość wody z kranu, którą chcemy dać dziecku. To wszystko zaprząta głowę bohaterki w trosce o zdrowie własnej pociechy. Małgosia jednak w końcu przekona się, że trzeba uważać, żeby nie zwariować i nie popaść w paranoję, a najważniejsze to umieć znaleźć jakiś „złoty środek”.

Katarzyna Klimek-Michno

Mama, smoczek!
Magda Fres
Data wydania: 11.10.2012
Format: 140mm x 205mm
Liczba stron: 256
Wydawnictwo Proszyński i S-ka
 

Autor tekstu : Katarzyna Klimek-Michno



ZOBACZ TAKŻE:macierzyństwo