Okiem mamy


Moje macierzyństwo

Poprosiliśmy nasze Czytelniczki z Facebooka, żeby napisały kilka słów od serca o swoim macierzyństwie. “Kilka słów” nierzadko zmieniało się w kilkanaście zdań – mądrych, krzepiących, wzruszających. Czytając niektóre miałam łzy w oczach, w innych odnajdywałam własne przemyślenia czy odczucia. Polecam tę cenną lekturę wszystkim mamom – widać w niej, jak bardzo jesteśmy różne, i jak bardzo – takie same 🙂

Matki samodzielnie wychowujące synów

Jestem samodzielną (podobno passe jest mówić samotną) mamą 2-letniego synka. Ojciec dziecka ze mną nawet nie rozmawia, płaci skromne alimenty, nie pomaga mi w niczym. Jestem pracującą, nieco zmęczoną ale bardzo aktywną Samodzielną Mamą. Syn jest dla mnie spełnieniem marzeń i całym światem. Bardzo martwię się, jak sobie poradzę z kwestią braku ojca w jego życiu. Co odpowiadać jak zacznie się dopytywać o Tatę? Czy aranżować kontakty z innymi mężczyznami, mam na myśli obecność wogóle mężczyzny w życiu mojego Syna, bo ja na razie nie mam czasu ani głowy do partnera dla mnie?

Moja Mama… Wspomnienia dorosłej córki

Moja Mama chciała być kiedyś aktorką, pragnęła się wcielać w przeróżne postaci, być z każdą nową rolą kimś innym, raz Sierotką Marysią, innym razem Lady Makbet. Wkładać stroje, jakich sama nigdy nie założyłaby i mówić rzeczy, których nie odważyłaby się wypowiedzieć publicznie. Malować jaskrawoczerwoną szminką usta i być podziwianą za talent. Później przez chwilę myślała o tym, by zostać przewodnikiem turystycznym w Tatrach – zafascynowały ją góry, szlaki, tamtejszy klimat, możliwość obcowania na co dzień z naturą i z innymi ludźmi. Ale największe marzenie Mamy to podróże – pewnie gdyby miała możliwość to nie wyciągałaby nawet rzeczy z plecaka, a wsiadała w kolejny samochód, pociąg, samolot i pędziła przed siebie. Mogłaby później pokazywać innym zdjęcia z takich wypraw i może nawet udałoby się jej te wszystkie nowe miejsca opisać.

Z pamiętnika, niemłodej już, matki

“Miau, miau, miau…” – kwili noworodek w przezroczystym łóżeczku na kółkach, a dumny, świeżo upieczony tata paraduje po korytarzu oddziału porodowego, nadrabiając miną. Widać, że boi się tego płaczu… Z mężem spoglądamy na siebie i… uśmiechamy się. Dobrze znamy to “miauczenie”, lecz nam jest ono niestraszne. Wręcz przeciwnie – doceniamy jego znaczenie: taki pra-język, pierwsza nić komunikacji… Właśnie mamy spotkać się z położną, która pomoże nam w przyjściu na świat naszej córeczki.

Depresja poporodowa

Oto jesteś. Nie chcieli mi cię pokazać na sali operacyjnej. Wreszcie położna się zlitowała i mignęła mi przed oczami twoim sinym, piszczącym ciałkiem. Tyle się naczytałam o roli pierwszego kontaktu matki i dziecka! Tyle naoglądałam się filmów, gdzie przejęte mamy płakały ze szczęścia tuląc swoje nowonarodzone dzieci. Ja widziałam zarys twojego ciała przez sekundę. Może dlatego czuję to co czuję? A właściwie nie czuję tego co powinnam – szczęścia i wszechogarniającej miłości.

Szczyt wszystkiego czyli dzieci w górach

Dzieci w górach? A nie lepiej wyjechać z nimi nad morze? Piasek, woda i zabawa gotowa, a Ty nie musisz się niczym martwić. Wystarczy, że raz na jakiś czas sprawdzisz, czy nie zamierzają utopić się w zbyt głębokiej wodzie i nie zasypują czyjegoś koca tonami piasku. Spokój, zero wysiłku, pełen relaks. W górach na pewno będą jęczeć i marudzić, a Ty zamiast delektować się pięknem krajobrazu narazisz uszy na powtarzające się jak mantra “Daleko jeszcze?”. Szczyt wszystkiego!

Mamo, daj mi konia – czyli rzecz o tym, jak budzi się prawdziwa miłość

Jest godzina pierwsza w nocy.

Śpisz już trzy godziny i jesteś wdzięczna, że twój syn obudził się dopiero teraz. Słyszysz, tłumione przez chrapanie twojego męża, znane ci nocne pojękiwanie, a potem: “mamo, daj mi …”. Nie czekasz, aż dokończy. Szkoda czasu. Trzeba działać szybko i bezpośrednio. Wyskakujesz z łóżka jak torpeda, po cichu biegniesz do pokoju obok i wrzucasz do łóżeczka pluszowego konia produkcji chińskiej. Otrzepujesz ręce i zadowolona kładziesz się spać. Czy na długo? Dochodzi druga trzydzieści.
“Mamo, daj mi konia”, dochodzi do ciebie, kiedy w końcu udało ci się wejść w fazę rem.

Za biedni na kablówkę

– Mamo, czy my jesteśmy biedni i nie będziemy teraz mieli telewizji? – zapytała Julcia.

-Nie jesteśmy biedni ale być może nie stać nas na kablówkę skoro jednak wciąż nie jest zapłacona. Jak myślicie?

-To my jednak jesteśmy biedni. – zmartwił sie Tymuś.

Mama dawniej i dziś

Bycie matką to nie chwilowy stan – to wieloletni proces a także empiryczne doświadczenie, bo przecież nie wystarczy urodzić dziecko – matką jest się na całe życie. Łączy się to z wieloma trudami i wyrzeczeniami, ale też z radością obserwacji i uczestnictwa w rozwoju własnego dziecka, z radością dawania mu wszystkiego, co najlepsze i radością odbierania sygnałów miłości.