Język dorosłych a mowa dziecka

Zastanawialiście się kiedyś jaki wpływ na mowe dziecka ma sposób w jaki do niego mówimy?
Dziecko mówi językiem grupy etnicznej, w której żyje. Potrafi wypowiadać kod językowy oraz reguły jego używania, które funkcjonują w danej rodzinie.

W każdym języku opiekunowie posługują się specyficzną pododmianą języka, która jest typowa tylko dla niej, chodzi tu m.in. o wolne tempo mowy, redukcje grup spółgłoskowych, częste pojawianie się pytań.

Również w kontaktach z dziećmi dorośli posługują się “innym” językiem. Jak dotąd badacze nie wypracowali jednego stanowiska, które dotyczyłoby roli tego języka w przyswajaniu go przez dziecko.

“A cio to takiego? To babci ślićnotka! Tu ma oćko, uśko…”

Zdaniem C. Snow, która zajmuje się badaniem komunikacji między dorosłymi a małymi dziećmi, mowa dorosłych jest dla dziecka lekcją języka. W licznych pracach na temat komunikacji dorosły – dziecko podkreśla się, że do dziecka należy zwracać się standardową polszczyzną, gdyż w przeciwnym razie nauczy się ono mówić niepoprawnie. Już od dawna uważa się, że język nianiek (“spieszczający”) jest przeszkodą w poprawnym przyswajaniu sobie języka i częściej występuje u kobiet niż u mężczyzn.

Literatura ukazuje trzy podstawowe stanowiska jakie dotyczą wpływu “języka nianiek” na rozwój mowy dzieci:

1. Zwolennicy pierwszego z nich uważają, że mówienie do dziecka “po dziecinnemu” prowadzi do zaburzeń i zahamowań jego rozwoju mowy.

2. Stanowisko drugie przedstawiają badacze, których zdaniem używanie w stosunku do dziecka “języka nianiek” ułatwia mu zrozumienie i przyswojenie mowy.

3. Stanowisko trzecie jest kompromisem między powyższymi stwierdzeniami i sprowadza się do wniosku, że pewne cechy języka, które używa się w stosunku do małych dzieci, mogą pozytywnie oddziaływać na rozwój jego mowy, inne zaś mogą ten rozwój ograniczać.

L. Kaczmarek uważa, że “mowa otoczenia powinna być poprawna. Do dziecka trzeba mówić wolno, mowa powinna być dokładna i wyraźna. Trzeba koniecznie zaniechać sztucznego spieszczania i używania tzw. języka dziecięcego […] sposób mówienia dziecka zawiera ogromny ładunek uczuciowy, stąd otoczenie, a w szczególności piastunki rekrutujące się spośród starszego rodzeństwa, zwracając się do siostrzyczki czy braciszka, naśladują ich wymowę. Praktyki tej, tj. używania tak powstałego “języka dziecięcego” w odniesieniu do dziecka należy bezwzględnie unikać. Utrudnia ona dziecku przyswajanie normalnej wymowy, niekiedy nawet ślady takiego postępowania pozostają jeszcze w wypowiedziach dzieci w postaci dyslalii, zazwyczaj seplenienia”.

Jakie są wnioski z powyższego tekstu?

Małe dziecko jest istotą niezwykle chłonną, przyswaja rytm, tempo mowy, reguły jakim dany język się posługuje.

Co za tym idzie – z łatwością przyswaja także wszystkie błędy językowe jakie popełniamy, a także mowę “spieszczoną”. Zastanówmy się w jaki sposób będziemy zwracać się do dzieci, bo przecież zależy nam na ich prawidłowym rozwoju.

Marta Marzec, logopeda, specjalista wczesnej interwencji logopedycznej
www.logat.edu.pl

Dysarz Z., Mowa dziecka a więzi uczuciowe w rodzinie, Wydawnictwo Akademickie Bydgoszcz, Bydgoszcz 2003
Młynarskia M. i Smereka T. (red), Logopedia teoria i praktyka, Agencja Wydawnicza a Linea, Wrocław 2005

Fot: pixabay.com

Zapisz się na newsletter !