Jaśki. Recenzja

Kiedy pierwszy raz zetknęłam się z książką autorstwa Jeana-Philippe’a Arrou-Vignoda’a pod tytułem “Jaśki” byłam pełna obaw co do sporego rozmiaru utworu, który miałam wkrótce przeczytać. Jednakże po przebrnięciu przez rozdział pierwszy i kilka następnych zostałam całkowicie pochłonięta przez lekturę.

W tym przypadku doskonale sprawdziło się powiedzenie, aby nie oceniać książki po okładce.

Ze względu na interesującą i wciągającą treść obszerność lektury nie odgrywa większego znaczenia. Jestem przekonana, że odbiorcy nie będą się nudzili, tym bardziej, że bohaterowie w każdym z rozdziałów przeżywają zupełnie inne, fascynujące przygody. 

Kim są “Jaśki”?
Jak sam tytuł i okładka książki wskazują, autor przedstawił w opowiadania historię sześciu braci, z których każdy ma imię Jan z dodaną literą alfabetu – od “A” począwszy na “F” skończywszy.

Przedstawione perypetie rodziny wielodzietnej doskonale odzwierciedlają sytuację i problemy takich rodzin w realnym świecie. Chłopcy, jak to chłopcy, biją się, kłócą, walczą na poduszki, zrzucają winę jeden na drugiego – jednym słowem ciągle jest “hałas” i zawsze coś się dzieje. 

Jednakże, gdy zaczyna brakować któregoś członka rodziny, jak w przypadku wyjazdu rodziców, dzieci tęsknią ujmując to słowami: “To dziwne, ośmioosobowa rodzina… Jest ciasno, musimy rozpychać się łokciami, marzymy, żeby być jedynakami, sierotami, bez nikogo, kto kładzie nam nogi na twarzy albo wysyła nas bezzwłocznie do szkoły wojskowej z internatem… Ale kiedy zabraknie kogokolwiek z nas, to jest tak, jakby w grze w siedem rodzin zabrakło jednej karty: wszystko wydaje się dziwne, nie takie, tak jak niemożliwa jest gra bez zagubionej karty”.

Razem z braćmi przeżywamy niesamowite przygody, możemy mieć wrażenie, że jesteśmy ich uczestnikami. Choć wydaje się inaczej, to wśród chłopców panuje zasada: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. 

Wraz z rodziną wyjedziemy w góry i spotka nas niespodzianka na kolejce linowej. Oprócz tego będziemy śledzić losy bohaterów podczas obozu harcerskiego, łowienia ryb, przeprowadzki, a nawet pobytu na plaży, kiedy to Jan-F nieustannie będzie sypał piaskiem na jednego z plażowiczów. O pozostałych przygodach dowiecie się sami sięgając po tę pozycję. Ponadto, dodatkowymi bohaterami dodającymi uroku opowiadaniu są czterej kuzyni: Piotr-A, Piotr-B, Piotr-C, Piotr-D, nie można też pominąć babuni Janeczki i dziadunia Jana.

Dla kogo jest książka?
Powieść przeznaczona jest dla dzieci starszych, ale również w młodszym wieku szkolnym zdecydowanie pewnie czujących się podczas czytania.

Miejscami słownictwo może sprawiać dziecku trudności ze zrozumieniem treści, dlatego zachęcam dorosłych, by asystowali małemu odbiorcy. Świadomie pojawiają się literówki w wyrazach, które nie zawsze zostaną wyłapane przez młodsze dzieci. Autor posłużył się nazwami gier, komiksów, miejsc rozrywki typowych dla kultury francuskiej z lat 60-tych.

Dzięki podziałowi na niezbyt długie rozdziały, utwór czyta się dość szybko i przyjemnie. Odnośnie żartu sytuacyjnego i słownego, pojawiającego się niemal na każdym etapie czytania, sprawniej zostanie on wyłapany przez dorosłego.

Ilustracji jest niewiele, stanowią one ciekawy dodatek do powieści.  Bardzo irytujące są obraźliwe wyzwiska pojawiające się sporadycznie, ale z drugiej strony miło się czyta, kiedy rodzice mówią do siebie “kochanie”.

Myślę, że ta książka powinna się znaleźć na półce każdego czytelnika, nawet tego dorosłego – stanowi idealną propozycję do wspólnego czytania.

Patrycja Gronowicz

Jaśki
Autor: Jean-Philippe Arrou-Vignod
Format: 140×205 mm, op. miękka
Ilość stron: 390
Wydawnictwo Znak 2010

Zapraszamy do działu recenzji Miasta Dzieci!