Jak Dwie Krople Wody. Recenzja

Sobotnie przedpołudnie. 15 st. mrozu, jasne, błękitne niebo, piękne
słońce. Cudnie. Jedziemy z Julką do Gdańska na spotkanie z książką “Jak
dwie krople wody”. To książka o tolerancji, o miłości, o akceptacji i
poszanowaniu dla odmienności, dla ludzi, dla ich uczuć.

 "Mammoo, a jak tam będzie nudno?"

„Julia, nie wiem jak będzie. Może będzie nudno, a może nie będzie nudno.
Pamiętasz płacz jaki wybuchł, przed wyjściem z domu na warsztaty 3 miesiące temu?"

"Pamiętam, dobrze pamiętam, bo tam poznałam Piotrka…"

„Julka, ale mi chodzi o to, że przed wyjściem z domu był wielki bunt, a ja byłam najgorszą mamą  w świecie. A kiedy was odbierałam, i ty i Tymon byliście zachwyceni i pytaliście czy jeszcze za tydzień będziecie mogli przyjść?"

"No, trzeba mieć nosa do takich spotkań…. Aaaa ten Piotrek, chodzi z nami na angielski. Wiesz? Miałaś nosa, że nas tam zaprowadziłaś.”

"No widzisz, a też marudziłaś."

„No, a może dzisiaj też będzie Piotrek? Co?"

„Nie wiem, a może go nie będzie? A może to spotkanie będzie nudne?”

„ I co wtedy?"

„Nic. Zobaczysz jak wygląda nudne spotkanie dla dzieci. Wiesz jak wygląda fajne spotkanie, a jak to będzie nudne, to… kolejne doświadczenie.”

„Ale trochę szkoda wolnego czasu, mamo. Mogłabym się pobawić z Tymonem.”

„Z tego co pamiętam, to rano się na niego obraziłaś. Pokłóciliście się, pobiliście. To może jednak dobrze, że od niego odpoczniesz?”

„Noo, właściwie to dobrze!”

Jesteśmy na miejscu. Parkujemy najbliżej jak się da. Wysiadamy. Mróz, że aż strach. Powinni płacić za to, że się w taką pogodę z domu wyszło! Ale nie płacą…

Wchodzimy do ExLibris Cafe. Cieplej, milej, kameralnie spokojnie. No i udało nam się nie spóźnić! Julka, lekko onieśmielona, ale jednak uśmiechnięta i radosna. Szybko zdejmuje kurtkę, po czym z przerażeniem
zauważa: „Mamo ja jestem najstarsza.”
W zasadzie powinna się cieszyć. Jeszcze niedawno udawała starszą niż jest. Z domu zawsze wychodziła z tornistrem… („Wiesz mama, chodzi o to, żeby inni myśleli, że już do szkoły chodzę…). Kiedy szłyśmy do
przychodni, prosiła, żebym powiedziała lekarzowi, że ma osiem lat. Miała niecałe siedem, co jasno i bezsprzecznie wynikało z daty urodzenia wpisanej w karcie. Obraziła się później na mnie, węsząc jakiś podstęp. Podejrzewała, ze szeptem poinformowałam lekarkę o jej prawdziwym wieku,
′…bo skąd ta pani mogła wiedzieć? No skąd?!′

Ale wracamy do Exlibris Cafe i do książki "Jak Dwie Krople Wody". Zebrała się spora grupka ludzi, ale nie ma tłoku. Dobrze. Tak przyjaźnie. Dzieci zasiadły wokół stołu. Na kanapie, naprzeciw wielkiego ekranu zasiadł Grzegorz Gzyl, który czytać ma książkę dla maluchów. Robi się troszeczkę ciemniej, dzieci milkną. Zaczyna się czytanie i pokaz slajdów z żółtymi i niebieskimi ilustracjami z książki. Historia nabiera tempa, dzieciaki wsłuchane, zapatrzone w ekran. Na policzkach wypieki. Najmłodszy słuchacz, który jeszcze nie umie chodzić pełza po stole. Ojciec raz za razem, cierpliwie ściąga go na początek stołu, po czym malec spokojnie przemieszcza się na drugi jego koniec. I tak w kółko.

Historia z książeczki dochodzi do momentu, kiedy lęk, nienawiść i wrogość zostały przełamane. Na twarzach zasłuchanych dzieci pojawiają się radosne uśmiechy. Jednak, kiedy w historię włączają się dorośli ze swoimi uprzedzeniami, stereotypowym i ograniczającym myśleniem, uśmiechy na dziecięcych twarzach zastępuje strach i niezrozumienie. Między żółtymi i niebieskimi wybucha walka. Pan Grzegorz czyta dalej. Maluchy śledzą losy jednobarwnych bohaterów ze skupieniem, zapatrzone w ekran, na którym raz po raz zmieniają się kolory: żółty, niebieski, żółty niebieski, żółty… . W końcu wszystko się miesza i robi się kolorowo, zwyczajnie, pięknie i spokojnie. Nagle, pojawia się jeszcze czerwień. Co
z tego wyniknie? Tego się nie da opowiedzieć. To trzeba przeczytać, posłuchać, obejrzeć.

Część druga spotkania to warsztat plastyczny dla dzieci. Pojawia się pani ????? (imię), która bardzo szybko przyciąga uwagę dzieci, pokazując im maski – urocze buźki dzieci z rożnych stron świata. Jest Indianka, mały Azjata, Afroamerykanin 😉 i już nie pamiętam co jeszcze. Dzieci chwile rozmawiają o tym, że nie jest ważne jak kto wygląda. Liczy się to co ma w swoim sercu, jak to serce czuje. Następnie, każde z nich rysuje buźkę i wycina dla siebie maskę. Starsze dzieci troszkę pomagają młodszym. Aż miło popatrzeć. Mała Lenka z maską Indianki na twarzy podbiega do wszystkich i straszy: „łaaaaa′. Niektóre dzieci uśmiechają się do niej, inne udają że się boją. Jeszcze inne, te najstarsze… lekko kiwają głową, jak gdyby chciały powiedzieć, „no tak maluchy…” Tymczasem, mała upatruje sobie kolejną ofiarę i dalej to samo. Jest urocza. Taka zupełnie beztroska, pochłonięta tym co robi, pełna zaufania do otoczenia, które w pełni na to zaufanie zasługuje. Bynajmniej w tym momencie.

Jedziemy do domu, przepakowujemy się i dalej, na narty. Czy ja na głowę upadłam? 15 stopni mrozu a ja dzieciaki na narty wyciągam?
„Mamo, a co by wyszło, gdyby połączyć żółty z niebieskim?” pyta Julka zaraz po wejściu do domu.
„Chyba zielony.”odpowiadam
„A gdyby dodać czerwony?”
„Nie wiem.”
„Julka, a może jutro spróbujemy. Weźmiemy farbki, co?” pyta Tymon
„Noo, A! Tymek, mam coś dla Ciebie. Na tym spotkaniu zrobiłam dla Ciebie maskę. Wiesz, bo nie byłeś z nami, żebyś też miał jakąś przyjemność.” I przyglądając się uważnie jak zareaguje, wręcza mu maskę pięknej blondyneczki z czerwonymi policzkami…
”Tymon, podoba Ci się?”
„Tak dziękuję.” Odkłada maskę na szafę.i pakuje się do samochodu. Reszta dnia dźwięczy wesołym śmiechem i skrzypi mrozem pod nartami.
Zero kłótni… Może ta książka jest magiczna…

Jak dwie krople wody – od Wydawcy
Były sobie dwie krainy- kraina TU i kraina TAM. Mieszkańcy ich niegdyś byli przyjaciółmi, teraz zaś stali się śmiertelnymi wrogami. Pewnego razu mały Julek z TU i Ninka z TAM spotykają się i spoglądają sobie w oczy. To sprawia, że w obu krainach następuje wielkie poruszenie, a wydarzenia nabierają coraz większego tempa. Co się zdarzyło w TU i TAM? Jak zakończyło się spotkanie małych mieszkańców wrogich krain?

„Jak dwie krople wody" to lekka, pełna życia i humoru, rymowana historia. W przystępny dla najmłodszych sposób porusza bardzo poważny temat, jakim jest nietolerancja, strach przed nieznanym, stereotypowe myślenie i ukazuje konsekwencje takich postaw. Doskonale przedstawia mechanizm powstawania konfliktów, absurd wojen.

Zabawne, ekspresywne ilustracje, gra wyłącznie dwoma kolorami – niebieskim i żółtym, doskonale współgrają z tekstem, wzmacniają siłę przekazu, powodując jednocześnie, że trudny temat staje się bardzo czytelny i przystępny dla najmłodszych.
Piękna, interesująca, stymulująca książka, łącząca przyjemność zabawy słowami i obrazami.

http://www.eneduerabe.eu/

Polecamy również  Kotek, który merdał ogonem. Recenzja oraz Historia Złotego Promyczka. Recenzja



ZOBACZ TAKŻE:narty