Duże rodziny – pożądane, czy niepożądane?

Rodziny wielodzietne

Przedstawiamy pierwszą część bardzo ciekawego tekstu popularne żydowskiej pisarki i autorki wykładów – Sary Yoheved Rigler. Uważamy, ze pomimo odległego kontekstu kulturowego, niesie on wiele uniwersalnych wartości. Następna część – wkrótce 🙂

Mieszkając w egzotycznym Starym Mieście w Jeruzalem i wiążąc koniec z końcem dzięki wynajmowaniu naszego pokoju gościnnego, przyjmowałam wiele amerykańskich podróżniczek jako lokatorki. W kuchni, przy ziołowej herbacie, niektóre z nich miały ochotę rozmawiać o religiach Wschodu, niektóre o polityce Izraela, a jeszcze inne poruszały wątki feministyczne.

Pewna młoda kobieta zwierzyła mi się, że przeżyła szok, gdy odkryła, że najbardziej religijne rodziny mają pół a nawet cały tuzin dzieci! Było to dla niej rażącym pogwałceniem jej wymarzonego ideału zerowego wzrostu populacji.

Jak ktokolwiek troszczący się o przyszłość planety może tak bezwstydnie ją przeludniać?” – zapytała mnie z niedowierzaniem i irytacją. „Mogę zrozumieć takie lekceważenie problemu przeludnienia u niedouczonych kobiet z krajów trzeciego świata, które nigdy nie słyszały o kontroli urodzeń. Ale w tutejszej religijnej społeczności spotykałam wykształcone, nowoczesne kobiety, które afirmują pozytywny ideał dużych rodzin. Dlaczego tak wiele, wydawałoby się inteligentnych kobiet, dodatkowo wypełnia swoje zatłoczone mieszkania i opróżnia nadwerężone portfele w prężnym wysiłku tworzenia dużych rodzin?

Wyszłam za mąż miesiąc przed swoimi 39-ymi urodzinami, więc czułam się szczęśliwie obdarzona dwojgiem dzieci – jedno urodziłam mając 41, a drugie 46 lat. Z pewnością nie byłam właściwą osobą, by tłumaczyć zalety i wady dużych rodzin. Dlatego zaaranżowałam dla mojego podenerwowanej lokatorki spotkanie z jedną z moich nauczycielek uczelni dla kobiet w Jerozolimie, elokwentnej matki jedenaściorga dzieci.

P: Czy wobec dramatycznego przeludnienia na świecie, rodzenie jedenastki dzieci nie jest społecznie nieodpowiedzialne?

O: Bardzo łatwo jest przypisywać całe zło na świecie zewnętrznym przyczynom. Jednak to, co jest w nim naprawdę złe, to przemoc, zachłanność i bezduszność. Wszystkie problemy świata można by rozwiązać, gdyby ludzie byli dobrzy. To sprawa jakości, a nie ilości. Problemem nie jest nadmierna liczba ludzi. Problemem jest to, że mamy za mało dobrych, troskliwych ludzi.

Jeśli patrzysz na świat wyłącznie w fizycznych kategoriach,
wtedy oczywiście większa populacja oznacza mniej surowców przypadających na osobę

Jeśli patrzysz na świat wyłącznie w fizycznych kategoriach, wtedy oczywiście większa populacja oznacza mniej surowców przypadających na osobę; każdy dostaje mniejszy kawałek ciasta. Ale jeśli patrzysz na świat w kategoriach duchowych – gdzie nasza planeta istnieje, by zapewnić miejsce duszom, by te mogły uczyć się i rozwijać, a każda z tych dusz przychodzi na świat z własną unikalną misją i świeci własnym unikalnym światłem – wówczas im więcej ludzi, tym więcej światła.

Istotnym zagadnieniem jest: Czy więcej dzieci przynosi więcej światła, czy ciemności? Odpowiedź brzmi: To zależy, jak są wychowywane i w jakim kierunku są wychowywane.

Naturalnie, ilość duchowego światła na świecie wzrasta dzięki obecności dobrych ludzi. Z drugiej strony, wydanie na świat dwójki dzieci, których podstawowym samookreśleniem byłby materializm i konsumpcja, przy wykorzystaniu nieproporcjonalnej ilości ziemskich zasobów dla ich fizycznej satysfakcji, może raczej zubożyć niż wzbogacić świat.

P: Jeśli to jest właśnie celem waszej społeczności, powinniśmy znaleźć liczne przykłady dorosłych, którzy w znaczący sposób pomagają innym. Czy tak faktycznie jest?

O: Mogę opowiedzieć ci o mojej własnej rodzinie. Spośród moich dzieci, które osiągnęły dorosłość, wszystkie pracują w zawodach związanych z pomocą innym. Dwie z moich córek i jeden z synów są nauczycielami. Druga córka prowadzi edukację specjalną. Kolejna wychowuje dzieci, ale również poświęca ogromną ilość czasu i energii w szukaniu dobrych rodzin zastępczych dla dzieci w krytycznej sytuacji. Mój drugi syn studiuje, ale poświęca swój czas również na programy pomocowe, mające na celu poprawę duchowej jakości życia innych, z reguły bez wynagrodzenia. Kolejny syn kończy służbę w wojsku, wieczorem ucząc młodzież. Moja rodzina nie jest żadnym wyjątkiem.

P: To niemożliwe, by w rodzinie z ponad dziesięciorgiem dzieci każde z nich otrzymało uwagę rodziców – w kategoriach czasu i energii – jaką otrzymałoby dziecko w mniejszej rodzinie. Czy wobec tego nie pozbawiasz swoich dzieci uwagi, której potrzebują dla optymalnego rozwoju? A także dóbr materialnych, które, spójrzmy prawdzie w oczy, można kupić tylko za pieniądze?

O: Jeśli mówisz o czasie i energii – podobnie jak w przypadku innych surowców, musisz zadać sobie pytanie, ile potrzebujesz, by osiągnąć cel. Jeżeli chcesz ogrzewać dom przez 24 godziny i potrzebujesz do tego 50 galonów ropy, nie potrzebujesz się martwić o dostarczanie 100 galonów dziennie.

Sposobem by zmierzyć, czy rodzice poświęcają swoim dzieci dosyć czasu i uwagi, by wychować zrównoważonych, spokojnych, szczęśliwych i altruistycznych dorosłych jest spojrzeć na te dzieci, gdy osiągną dorosłość.

Sposobem by zmierzyć, czy rodzice poświęcają swoim dzieci dosyć czasu i uwagi, by wychować zrównoważonych, spokojnych, szczęśliwych i altruistycznych dorosłych jest spojrzeć na te dzieci, gdy osiągną dorosłość. Jeżeli dzieci są zrównoważone, spokojne, szczęśliwe i altruistyczne, wówczas ilość czasu i energii poświecona przez ich rodziców okazałaby się wystarczająca.

Czy właściwe jest stwierdzenie, że dzieci dorastające w małych rodzinach sa szczęśliwsze? Spokojniejsze? Bardziej altruistyczne? Bardzo w to watpię.

Mam przyjaciół z jednym lub dwójką dzieci, których głównym problemem jest znikoma liczba dzieci w sąsiedztwie, przez co trudno jest znaleźć ich dzieciom kolegów do codziennej zabawy. A jeśli kolega odrzuci ich dziecko, jak to często bywa z najmłodszymi, cały dziecięce wyobrażenie o sobie legnie w gruzach. W dużych rodzinach, gdzie zawsze znajdzie się partner do zabawy, problem z zawieraniem przyjaźni nie odgrywa takiej roli.

Tak samo jest dobrami, które można zdobyć tylko za pieniądze: zabawkami edukacyjnymi, programami komputerowymi, dodatkowymi zajęciami etc. Mogłabym się założyć, że zastępują żywych partnerów do zabawy. Brat lub siostra to nieustające źródło stymulacji, które nie potrzebuje baterii, nigdy nie wykonuje nielegalnych operacji (przynajmniej komputerowych) i uczy wiele o relacjach międzyludzkich.

Jeśli porozmawiasz z dziećmi z dużych rodzin i zapytasz ich: “Czy wolałbyś mieć więcej zabawek, czy raczej jeszcze jednego brata lub siostrę?  Któreś z rodziców lub rodzeństwa, kto zagra z tobą w domino?” odpowiedź mogłaby cię zaskoczyć.

P: Ale czy wiele z poczucia bezpieczeństwa w dużych rodzinach nie wynika z opieki starszych dzieci nad młodszymi? Czy to jest w porządku wobec starszych dzieci, zwłaszcza pierwszej córki, która często obarczona jest znacznie większą odpowiedzialnością niż jej młodsze rodzeństwo?

O: W Judaizmie istnieje metafizyczna zasada, że w znaczeniu materialnym, im więcej dajesz, tym mniej masz, jednak w znaczeniu duchowym, im więcej dajesz, tym bardziej jesteś. Może być właściwe, że starsze dzieci dzielą ciężar wychowania młodszego rodzeństwa, ale to często daje im większa pewność siebie, osiągnięcia i zdolność radzenia sobie w życiu.

Starsze dzieci dzielą ciężar wychowania młodszego rodzeństwa,
ale to często daje im większą pewność siebie, osiągnięcia i zdolność radzenia sobie w życiu

Jeśli faktycznie spędzisz wiele czasu z dużą rodziną, prawdopodobnie zaskoczy cię, ile jest tam radości. Oczywiście, w każdej rodzinie zdarzają się sprzeczki. Tym niemniej, generalnie widzę wiele spokoju, dzielenia się, wzajemnej współzależności i śmiechu tak w mojej rodzinie, jak i w innych, które znam.

Opublikowane za pozwoleniem www.aish.com, największej strony judaistycznej na świecie.
Sara Yoheved Rigler

Autor tekstu : Sara Yoheved Rigler



ZOBACZ TAKŻE:rodzinarozmowaw domu