Czuwała nade mną Danuta Wawiłow

Rozmowa z Elizą Piotrowską autorką książek dla dzieci.

Lubi wodę, śpiewać, chodzić na grzyby, kolorowe korale, dzieciaki, zachwyt nieudawany, Osiecką,  pory roku, tulipany, szukać rymów (niekoniecznie w pojedynkę), pisać listy do K.G, Bacha, przebywać z siostrą, wydeptywać ślady na świeżym  śniegu, uśmiech, dzielić życie z ukochaną osobą.

Nie lubi melona, zgorzknialców i zazdrośników. Ceni poczucie humoru, człowieka w człowieku, interesuje się wszystkim.

Gdy przeczytałam co Eliza Piotrowska mówi o sobie nie miałam wątpliwości, że rozmowa z nią będzie samą przyjemnością. Szczególnie gdy dowiedziałam się, że pochodzi z mojego rodzinnego miasta Poznania i pracując w Muzeum Narodowym, wspólnie z Pauliną Broniewską stworzyła Muzealną Akademię Dziecięcą – kreatywne teoretyczno-praktyczne warsztaty z dziećmi. Znam te warsztaty, bo moje dzieci bardzo chętnie w nich uczestniczą! Wszystko zrobiło sie nagle bardziej swojskie i namacalne. Eliza Piotrowska przestała być anonimową autorką książki dla dzieci, a stała się kobietą, którą można spotkać na ulicy i porozmawiać na każdy temat. Najlepiej gdyby to była włoska uliczka tętniąca życiem i radością!

Chętnie odpowiedziała na pytania dotyczące najnowszej książki dla dzieci pt. "Książeczka-wycieczka po miastach i miasteczkach". O czym jest i dlaczego powstała. Dziecko to wyjątkowy odbiorca, a to jest wyjątkowa książka. Przeczytajcie co autorka mówi o jej powstawaniu.

 

N.Z: To nie pierwsza Pani książka dla dzieci-czy realizuje się Pani wlaśnie pisząc dla maluchów ? Dlaczego ?

E.P: Zawsze pisałam dla dzieci. Nawet wtedy, kiedy wydawalo mi się, że piszę dla dorosłych.

Proszę np. zerknąć na ten, krótki wiersz, pt. "Pranie":

 

Kołyszą się na złotym sznurze wielkie motyle

i słychać wody mlaskanie…

myslałam, że Bóg się śmieje,

a to było…….pranie….

 

Napisałam ten wiersz w liceum i wydawał mi się wtedy kawałkiem dobrej poezji o egzystencjalnym rodowodzie. Gdzie został wydrukowany? W "Ciuchci"!

Trochę mnie to na początku martwiło, bo przecież dorastające dziewczę chciałoby być traktowane poważnie, a tutaj sprowadza się je do dziecięctwa, od którego dopiero co się uwolniło. Całe szczęście czuwała nade mna Danuta Wawiłow, wspaniała poetka i nieprzeciętny człowiek, która nie tylko dostrzegła moją inność na tle młodych zbuntowanych poetów, którymi się w tym czasie opiekowała, ale też utwierdziła mnie w przekonaniu, że warto ową inność pielęgnować, bo jest cenna.

Od kiedy pamiętam pociagał mnie rym, rytm, pogoda, barwy jaskrawe i żywe. Poezja była dla mnie nie tyle językowym filtrem, który oddzielał moje "ja" od świata, co raczej spoiwem, które mnie z tym światem jednało. Rzadko pisałam o trudnej miłości, czy nierozumiejących rodzicach, ale nie dlatego, że nie dotykały mnie podobne problemy, lecz dlatego że tematy te wydawały mi się średnio atrakcyjne i mało budujące. A ja chciałam tworzyć w dosłownym znaczeniu tego słowa, a więc budować nieistniejące światy, w których grzebień zakochiwał się w warkoczu, a wierzba płaczaca chodziła na pączki do kawiarni.

Pisanie dla dzieci jest nie tyle moją świadomą decyzją, co pewnym odgórnym uwarunkowaniem. No, i oczywiście kwestia najważniejsza – nigdy nie dorosłam…i mam nadzieję, że ten stan rzeczy się nie zmieni. Państwu też radzę chronić najlepiej jak tylko się da swoje wewnętrzne dziecko – dziecko, które potrafi zachwycić się pożółkłym liściem na chodniku, zaciekawić soplem lodu zwisającym z dachu i być szczęśliwym na widok pierwszego śniegu.

 

N.Z: Skąd pomysł na taką książkę ?

E.P: Pomysły na książeczki przychodza do mnie same. Naprawdę! Siedzę sobie np. na brzegu wanny, zaczynam się już nudzić tym siedzeniem i nagle mam pomysł:

książeczka o przedmiotach, które mieszkały w domu i którym też się czasem nudziło. I już widzę Pana Mydło, który chowa się ciągle Pani Wannie, Pana Lustro, które ma dosyć oglądania cudzych twarzy….A potem to wszystko trzeba tylko obrobić warsztatowo. Podobnie było z "Książeczką-wycieczką po miastach i miasteczkach". Jestem osobą, która praktycznie ciagle jest w podróży. Mieszkam we Włoszech, ale co 2 miesiące przyjeżdżam do Polski, gdzie jestem cały czas w trasie, w związku z promocją moich książeczek w różnych polskich miastach. Nie wspominajac o innych podróżach.

Słowem, połowę życia spędzam w pociagach, samolotach, samochodach i autobusach. "Książeczka-wycieczka po miastach i miasteczkach" dopadła mnie na jednej ze stacji, dokładnie nawet nie pamiętam jakiej, kiedy to znużona już nieco wędrowką, zaczęłam sobie umilać czas wymyślaniem zabawnych rymów do różnych polskich miast.Podróż minęła szybko i miło.

Mam nadzieję, że "Książeczka-wycieczka po miastach i miasteczkach" też będzie takim "umilaczem" podróży, a jednocześnie zabawnym podręcznikiem geografii, który nie zniechęci już na samym wstępie szkolna formułą, lecz przyciagnie nową, niesztandarową formą.

 

N.Z: Czy lubi Pani spotkania z dziećmi na promocjach ?

E.P: Jak mogłabym nie lubić spotkań z moimi czytelnikami?! Ja za nimi wprost przepadam! Świetnie się na takich spotkaniach bawię i wydaje mi się, że dzieciaki też bawią się nieźle. Uważam, że kiedy robi się to, co się lubi, to to jest ZAWSZE świetna zabawa dla jednej i drugiej strony.

Za każdym razem, kiedy przygotowuję nową książke, myslę też o tym jak będzie ją można wykorzystać do zabaw z dziećmi. Stworzenie książki to dopiero połowa sukcesu. Zainteresowanie nią dziecka, to jest coś! Ale kiedy jest się przekonanym do tego co się robi i wie się, że proponuje się młodemu czytelnikowi coś dobrego (a więc coś rozwijającego wyobraźnię i jednocześnie edukacyjnego), to bardzo łatwo zarazić dzieciaki takim szczerym entuzjazmem.

Oczywiście wszystko musi być ubrane w jakieś ramy (dobrze przemyslany program spotkań i warsztatów), bo dzieciaki to żywioł, który wymaga nadzoru i kontroli.

 

N.Z: O czym będzie Pani z nimi rozmawiać na spotkaniu w Muzeum Narodowym ?

E.P: Odpowiem oględnie, bo nie chcę ujawniać wszystkich sekretów. Idea spotkania w Muzeum (Muzeum Miasta Poznania, a więc Ratusz) jest taka, żeby zastanowić się z dziećmi co to w ogóle jest historia i geografia. Ratusz to przecież miejsce historyczne, ponadto najważniejszy punkt miasta. Każdego miasta. Ale przecież i miasto ma swoją historię, i państwo….i wszystko tak naprawdę. Bo historie nie muszą być wcale wielkie, istnieją przecież i historie małe (historia mojego dzieciństwa, historie opowiadane przez książki…). Historia to pewien ciąg zdarzeń, ale zdarzenia potrzebują również miejsc i tutaj kłania nam się geografia…Będzie więc zwiedzanie Ratusza, czytanie mojej książeczki, odpytywanie przy mapie na wesoło (na bardzo wesoło, nie ma się czego obawiać!), będą warsztaty plastyczne (bo nie sztuka tylko mowić, trzeba i coś zrobić!) i wiele innych atrakcji….

Serdecznie zapraszam!

 

N.Z: Mieszka Pani we Włoszech-czy często odwiedza Pani Polskę, czy za nią tęskni i stąd książeczka?

E.P: W Polsce bywam często. Nauczyłam się już żyć w dwóch wymiarach, dwóch językach i dwóch kulturach jednocześnie. Nie muszę się nawet przestawiać czy jakoś szczególnie dostrajać…No, może czasami zdarza mi się zapominać, że w Polsce ludzie uśmiechają się rzadziej, że Panie w sklepach bywają mało uprzejme, że śmiech nie wszędzie jest mile widziany. We Włoszech, pod tym względem, jest dużo przyjaźniej.  

Ale oczywiście tęsknie za Polską, to przeciez miejsce w którym się urodziłam i wychowałam. I brakuje mi czasem polskiej nostalgii i melancholii, szarego nieba, wiecznego kataru i narzekania na wciaz gorsze ustroje…

Do tworzenia jednak potrzebuję krainy słonecznej i przychylnej.

 

N.Z: Czy ta książka to dziecięcy przewodnik turystyczny ?

E.P: W pewnym sensie tak. Książeczka składa się bowiem nie tylko z zabawnych rymowanek na temat wybranych miast, ale i mapek. Dobre ćwiczenie kartograficzne i jednocześnie zabawa rymem. Nie jest to na pewno typowy przewodnik turystyczny, bo wierszyki o miastach nie są wierszykami historycznymi, czy geograficznymi, lecz bazują na bardzo swobodnej grze wyobraźni.  

Taki też był nasz zamiar od samego poczatku. Ustalilismy w Wydawnictwie, że ten "przewodnik" będzie zupełnie inny, prawie na przekór pozostałym. Dlatego kiedy mowa o Biskupinie, to nie skupiamy się na archeologii, ale na pewnym niestrudzonym pająku, który nie pozwalał grać na pianinie, bowiem od rana do wieczora urządzał sobie na nim przechadzki…itp."Książeczka-wycieczka po miastach i miasteczkach" to nie jest typowy przewodnik.

Ale też kolejne moje przewodniki trudno zaliczyć do typowych. Niebawem ukaże się rymowany przewodnik dla dzieci po Muzeum Narodowym w  Poznaniu, który, mam nadzieje, zaskoczy wszystkich, dużych i małych (gorąco Panstwu polecam tę książkę). W przyszłorocznych planach mam także stworzenie przewodnika po Poznaniu dla najmłodszych oraz wiele innych przewodników, nie tylko związanych z Poznaniem…Ale o tym na razie cicho sza, żeby nie zapeszyć. A Państwo niech trzymają kciuki. Odwdzięczę się ciekawymi książeczkami!

 

Czekamy i mamy nadzieję na kolejne niezwykłe spotkania przy okazji tych książek!

 

 

W sobotę 10 marca o godzinie 11.00 zapraszamy na promocję książki dla dzieci "Książeczka-wycieczka po miastach i miasteczkach" autorstwa Elizy Piotrowskiej.  

 

Książka wydana została nakładem wydawnictwa Media Rodzina.

Polecamy również Czuję bajkę, czyli spotkanie z literaturą dla dzieci  oraz Czytanie od narodzin

 

Autor tekstu : Natalia Zygarłowska