Co to jest rzeczywistość?

Codziennie przed godziną piątą po południu odbieram dzieci z przedszkola. Często, potem, wsiadamy w samochód i jedziemy odebrać mamę z pracy. Jestem sam na sam z chłopcami i sobie rozmawiamy, jedziemy ślamazarnie zgodnie z przepisami (w Warszawie jest ograniczenie do 50 km/h), przepuszczamy wszystkich pieszych na pasach itp.

Takie nasze chwile, razem, ja i moi synowie. Wysłuchuję opowieści o tym co było w przedszkolu, muszę odpowiadać na pytania kiedy była wojna i kto walczył, dlaczego Dawid wygrał z Goliatem, czemu tata jedzie na czerwonym świetle – pani Jola mówiła, że na czerwonym nie wolno jeździć. Wielkie sprawy małych ludzi.

Pewnego razu Marek jadł lody w wafelku, Maks pozazdrościł i zabrał Markowi lody. Wywiązała się awantura na 14 fajerek, lody wylądowały na podłodze, chłopcy się pobili, musiałem zatrzymać samochód aby interweniować.

Zastanawiacie się pewnie czemu jeden łepek miał lody a drugi nie? No cóż, to były wymyślone lody, awantura jednak całkiem na serio!

Tak zwane racjonalne argumenty nie trafiały, że przecież Maks też może sobie wymyślić lody – Marek ma lepsze bo truskawkowe – przecież to wszystko jest tylko wymyślone – ale on go uderzył – no itp. itd. Problem należało rozwiązać arbitralnie, żadnych lodów w samochodzie, pod karą wstrzymania popołudniowych dostaw Danio. Zadziałało chociaż jeszcze długo dąsali się nawzajem. Zastanawiałem się później nad tą, z mojego punktu widzenia, idiotyczną sytuacją. Kłótnia o coś, czego nie ma, coś nierzeczywistego!

Można powiedzieć, że to dzieci, wyrosną z takich zachowań, zbagatelizować. No i oczywiście to racja tylko, że oni z tego nie wyrosną. Nikt nie wyrasta! Świat, który widzimy to połączenie tego co na prawdę jest z tym co nam się wydaje.

Jeśli się rozejrzymy dokoła, trochę bardziej obiektywnym spojrzeniem to łatwo dostrzeżemy te same zachowania wśród dorosłych osobników Homo Sapiens.

Dwóch sąsiadów zgodnie mieszkało obok siebie w tym samym bloku, ich dzieci chodziły do tej samej szkoły, żony pożyczały sobie cukier… Pewnego dnia wyszli na ulicę i pozabijali się. Jeśli popatrzeć na ich życie, to całkiem nie mieli powodów, nie zwariowali, nie kłócili się nigdy. Może nie byli ze sobą blisko zaprzyjaźnieni jednak na pewno żadnej wrogości między nimi nie było.

Jeden był Bośniakiem, a drugi Albańczykiem.

Ktoś tym ludziom wmówił, że są różni, że są wrogami i oni w to uwierzyli, przyjęli jako swoją rzeczywistość. Tylko problem polegał na tym, że to nie była kłótnia o wymyślone lody wśród małych chłopców, których tatuś rozdzieli.

 

Autor tekstu : Michal Sołtan