Błękitne piekło czyli cała prawda o delfinariach

Delfiny wyglądają uroczo i na zdjęciach zawsze wychodzą świetnie. Uśmiech od ucha do ucha, błękitna woda w tle. Ikona szczęścia. Tyle, że one same powodów do radości nie mają. Przeczytaj, dlaczego nie należy zaszczepiać w dziecku marzeń odwiedzenia delfinarium i wspierać tego biznesu.

Piekło żywych maskotek

Dla delfinów niewola to piekło. Wiemy z całą pewnością, że są samoświadome. Że rozpoznają głosy osobników ze swych rodzin nawet po wielu latach. Że są najbardziej inteligentnymi ze zwierząt, które odczuwają emocje. Dziś ich mózgi są na tyle zbadane, że wiadomo iż są w stanie odczuwać żałobę, miłość, radość i smutek. To dlatego w niektórych krajach przyznano im status “Non-Human Person” (dosłownie “osoba nie-ludzka”). To dlatego w Wielkiej Brytanii z 30 delfinariów nie ma dziś ani jednego (a w krajach Unii Europejskiej kolejne są zamykane).

W społeczeństwie mieniącym się cywilizowanym nie ma miejsca na cyrkową rozrywkę kosztem cierpienia zwierząt. Właściciele biznesu nie odpuszczają, przenosząc go do Rosji, Azji i krajów Bliskiego Wschodu.

Gdzieś w świecie zawsze znajdą się chętni do oglądania tych pięknych zwierząt. Tak jak zaledwie 100 lat temu tłumy w Europie oglądały “ludzkie zoo”, niewolników z egzotycznych krain, wystawionych na pokaz o wartościach rzekomo edukacyjnych.

Skąd biorą się delfiny w delfinariach?

Oficjalnie – urodziły się w niewoli. W rzeczywistości najczęściej pochodzą z krwawych połowów w Taiji w Japonii oraz z Wysp Salomona, co pokazał oscarowy dokument “Zatoka delfinów”. Na każdego złapanego delfina przypada co najmniej kilka innych zabitych (nawet 10 osobników), połowa nie przeżywa stresu w transporcie i “procedur adaptacyjnych”, kolejne umierają w ciągu dwóch lat, wreszcie te najbardziej odporne dożywają w niewoli średnio 6 lat (na wolności ok 20 lat). Na potrzeby opinii publicznej nagminnie fałszuje się dokumentacje, bo pozyskanie kolejnego delfina z morza jest tańsze, niż zakup urodzonego w niewoli. Tylko w 2013 roku na Ukrainę sprzedano 20 delfinów z Japonii.

Co złego jest w delfinarium?

Praktycznie wszystko, co potwierdzają sami treserzy delfinów.

Zbyt mała przestrzeń, bo nawet największy basen jest żałośnie malutki dla zwierząt, które na wolności nurkują do głębokości 300 metrów i przepływają dziennie do 200 km. Do tego (czego publiczność już nie widzi) na noc zagania się delfiny do jeszcze mniejszych basenów, bo łatwiej je utrzymać w czystości. W konsekwencji muszą zaprzestać używania swojego kluczowego zmysłu – echolokacji bo ultradźwięki odbite od ścian basenu powodują ich dezorientację i nasilają tylko stres.

Oderwanie od rodziny, bo delfiny to zwierzęta żyjące w swych stadach, na których śmierć najczęściej muszą patrzeć podczas odławiania. Poluje się na młode delfiny (bo łatwiej je wytresować), a która matka odda swe młode bez walki? Trafiają do przypadkowej grupy społecznej, na którą są skazane aż do śmierci.

Zmuszanie do nienaturalnych, cyrkowych zachowań. Pamiątkowe zdjęcie z delfinem na brzegu basenu to jak głaskanie człowieka trzymanego za nogi na wysokości kilku pięter i wiszącego głową w dół. Dla delfina leżenie na brzegu basenu z ogonem do góry (ulubiona poza turystów) to stan, w którym w nienaturalnej pozycji ma przeciążone wnętrzności. Jednocześnie przeżywa silny stres, gdyż kojarzy się mu to z wyrzuceniem przez morze na brzeg – sytuacją będącą dla niego śmiertelnym zagrożeniem.

Karmienie, będące dodatkowym źródłem cierpienia. Delfiny w niewoli są karmione mrożonkami, więc by uzupełnić niedobory wody wpycha się im do pysków szaluch z wodą. Na wolności delfiny nie piją wody, bo płynów dostarczają im upolowane ryby.

Szkodliwy skład chemiczny wody (bo często nie jest to woda morska), hałas muzyki oraz urządzeń filtracyjnych. Bezpośrednim efektem takiego środowiska są choroby skóry i oczu oraz stres, depresja i agresja.

 

Jak tresuje się delfiny do pracy?


Przez żołądek do posłuszeństwa. Najskuteczniejszą metodą tresury wciąż jest głodzenie. Wystarczy odmawiać posiłku tak długo, aż delfin wykona oczekiwane działanie. To właśnie procesu łamania psychiki zwanego elegancko “procedurami adaptacyjnymi” nie przeżywa większość złapanych delfinów. Część z nich popełnia samobójstwo, bo u tych zwierząt oddychanie jest świadomym wysiłkiem. Gdy życie staje się nie do zniesienia opadają na dno basenu i przestają oddychać. Z nieodłącznym “uśmiechem”, który jest tylko anatomicznym układem ich pyszczka i z odzwierciedleniem prawdziwych emocji nie ma nic wspólnego.

Egzaltowana przesada? Cyfry są bezlitosne. Wg danych z Marine Mammal Inventory Report (MMIR), of the National Marine Fisheries Services (NMFS) Kestin 2004, badających przyczyny śmierci 500 delfinów wskazano jako przyczyny śmierci między innymi:

Wyczerpanie/przegrzanie – 15 osobników
Stres – 24 osobniki
Transfer/transport – 26 osobników
Atak ze strony innego delfina – 27 osobników
Wrzody – 36 osobników
Wypadek/zranienie – 52 osobniki
Znieczulenie/interwencja medyczna – 57 osobniki
Utonięcie – 76 osobników

Dlaczego zwierzęta urodzone do przebywania w morzu – toną? Nie w przepastnym oceanie, a w basenikach, gdzie wystarczy leniwe machnięcie ogonem, by być na powierzchni? Zdaniem badaczy i naukowców samobójstwo to określenie jest jak najbardziej zasadne w stosunku do delfinów.

 

To może choć delfinoterapia?

Czy delfiny leczące dzieci są w stanie usprawiedliwić cały ten proceder? Ups, zdecydowanie nie. Medyczne i naukowe autorytety zgodnie twierdzą, że NIE MA ŻADNYCH BADAŃ potwierdzających rzekomo cudowny leczniczy wpływ delfinów, a pionierzy tej metody dawno się z niej wycofali. Za to pozytywny wpływ na dzieci ma kontakt z wieloma innymi zwierzętami (dla których niewola nie jest tak traumatyczna) i równie dobrze, a często lepiej, sprawdzają się psy czy konie. Ale nie, stop! Przecież delfiny używają magicznego sonaru, wysyłając ultradźwięki, które działają leczniczo jak magiczna różdżka na większość chorób. Tyle, że w niewoli go nie używają. Na wolności sonar służy delfinom do rozpoznawania otoczenia. Po co miałyby używać ultradźwięków w opływanej po tysiąc razy klatce? To jakby zamknąć niewidomego w komórce 1×1 metr i oczekiwać, że będzie używać laski.

Nie mówiąc o tym, że dla delfinów wysyłanie odbijającego się od ścian sonaru to jak dla widzącego wejście do pokoju pełnego luster – pełna dezorientacja. W gruncie rzeczy delfinoterapia to kolejny biznes żerujący na nadziei rodziców chorych dzieci (ceny za turnus sięgają niebotycznych kwot). Co do wpływu na autyzm konsultowałam to w Synapsis. Owszem, dzieci wracają rozluźnione, zrelaksowane, ale ten stan mija, a na autyzm w żaden sposób to nie wpływa. Za to delfinoterapia jest doskonałym usprawiedliwieniem całego biznesu. Opinii publicznej sprzedaje się łzawą historię o tym, jak delfinarium będzie pomagać biednym, chorym dzieciąteczkom. Tyle, że aby się utrzymać dodaje się zwiedzanie. Komercyjne pływanie z delfinami. Pokazy. Pieniądze. Rzekomą misję wypiera biznes. Sorry, taki mamy świat.

 

Delfinarium to przecież miejsce edukacji!

Naprawdę? Serio ktoś tak myśli? A co wspólnego z prawdziwym życiem delfinów mają skoki na rozkaz, nagradzane mrożonką? To po prostu cyrkowe widowisko. Pokazy są dla dzieciaków świetną zabawą (zwłaszcza splash czyli chlapanie publiczności je cieszy), ale to nie edukacja lecz rozrywka w najczystszej postaci. Jeśli bardziej przemawiają do ciebie cyferki to zgodnie z raportem WWF w samej UE poddane kontroli delfinaria wskazywały, że odpowiedni komentarz o biologii i behawiorze delfinów zajmuje nie więcej niż 12% całego “show”. W niektórych delfinariach nie ma go wcale. Zatem cała “edukacja” sprowadza się do tego, że dzieciaki wychodzą zachwycone, bo “delfiny to milusie rybki”. Że to są ssaki – tego się w delfinarium zwykle nie dowiedzą.

Jeśli więc naprawdę zależy nam na edukacji warto popłynąć na specjalny rejs po morzu (co zresztą będzie o niebo tańsze niż wstęp do delfinarium). Dopiero tam dziecko ma szansę uświadomić sobie jak w naturze wszystko się łączy ze sobą i że musimy chronić nie tylko delfiny lecz także ich środowisko. To jest prawdziwa lekcja przyrody. I choć ryzykujemy, że podczas takiego rejsu delfinów nie spotkamy to mamy kolejną lekcję zrozumienia, że to nie zabawki z supermarketu, lecz żywe, samodzielne istoty. A swoją drogą warto wspierać działania na rzecz zachowania bałtyckich waleni – morświnów. Których zostało około 400 i za chwilę będą na naszych wodach gatunkiem wymarłym, tymczasem dzieci o ich istnieniu nie mają pojęcia!

Przemysł turystyczny zarabia na miłości człowieka do przyrody ogromne pieniądze. Możliwość obcowania ze zwierzętami to naprawdę bardzo dochodowy biznes, ale o kosztach, jakie one za to płacą zwykle się nie mówi. Delfiny wskutek naszej miłości do nich są zabijane. Warto to sobie uświadomić.

Dowiedz się więcej:

www.delfinaria.pl – portal o delfinariach
www.czydelfinoterapia.pl – fakty o delfinoterapii
http://niedladelfinarium.pl – ważne pytania
http://www.wwf.pl/?16780%2FDelfiny-nie-powinny-zyc-na-ladzie – stanowisko WWF
http://endcap.eu/dolphinaria/free-europe/ – Europa bez delfinariów
“Zatoka delfinów” (The Cove) – film (jest na YT)
“Blackfish” – film (bywa na YT kasowany przez lobby parków wodnych)
“Born to be free” – film (jest na YT)

 

Artykuł udostępniamy dzięki uprzejmości Autorki i serwisu malypodroznik.pl.

NIE DLA DELFINARIUM W POLSCE – PODPISZ PETYCJĘ!

 

 

Autor tekstu : Anna Olej-Kobus