Baśniowe wieczory

W jednej z warszawskich bibliotek (Biblioteka 45, ul.Meksykańska 3) odbywają się od lat piątkowe spotkania z baśniami (godz.17.00). Bibliotekarki czytają dzieciom baśnie różnych narodów łącząc je w tematyczne cykle np “Bajki śpiewanki”, czy “Wędrujemy z baśnią po Polsce”. 21 kwietnia Pani Maria czytała dzieciom “Baśń o korsarzu Palemonie” Jana Brzechwy, która rozpoczęła cykl “Opowieści pływające”.

Poprosiliśmy Panią Marię Kulik o przybliżenie nam idei spotkań, ukazanie wartości z nich płynących i podpowiedź ja zorganizować tego typu wieczory dla dzieci, czym się kierować w wyborze baśni, miejsca czy rekwizytów współtworzących spotkania.

 

Maria Kulik: Prowadzimy tę formę pracy z dziećmi od wielu lat. Należę do tego szczęśliwego pokolenia, którego dzieci często słuchały baśni, stąd wiem, jakim jest to przeżyciem. Wiem także, że współczesna psychologia uznaje baśnie za ważny element wychowania, który pozwala rozładować stresy i emocje, a także opanować różne lęki.

 

Chciałabym rozpocząć od słów otuchy dla tych wszystkich, którzy nigdy jeszcze nie prowadzili takich zajęć z dziećmi i żywią obawy co do swoich możliwości artystycznych. Porzućcie te obawy, baśnie nie były pisane dla zawodowych aktorów, one były pisane DLA WAS! Trzeba natomiast zadbać o pewne sprawy organizacyjne, aby kłopoty z siadaniem, zapowiadaniem itp. nie przesłoniły nam celu głównego i nie odebrały przyjemności, jaka płynie z kontaktu z dziećmi.

 

Jest rzeczą istotną, aby miejsce, w którym opowiada się baśnie, było stałe, ot, taki "baśniowy kącik". Warto, aby było ono choć trochę izolowane od reszty sali, aby żywiołowe nieraz reakcje małych słuchaczy nie przeszkadzały w nauce lub cichej lekturze pozostałym czytelnikom. Wspomniane już stałe miejsce opowiadania będzie jednym z elementów, jakie tworzą baśniową tradycję biblioteki. Następnym, równie ważnym, jest stała godzina i termin, w jakim te spotkania się odbywają. Nigdy, pod żadnym pozorem nie należy tych spotkań odwoływać, zwłaszcza z powodu niskiej frekwencji. Warto bowiem opowiedzieć baśń nawet dla dwojga dzieci, które poczują się docenione, niż w analogicznej sytuacji odwołać zajęcia.  

 

Doceniona i uszanowana dwójka małych słuchaczy z pewnością przyprowadzi koleżanki lub rodzeństwo, a odtrącona-nie pojawi się już więcej. Mało tego, rozżalona mama powie ,,z tymi bajkami to w ogóle nie wiadomo, raz są, a raz nie". Dlatego w razie nieobecności bajarki (np. z powodu choroby) warto mieć w zanadrzu jakieś zastępcze formy zajęć, choćby rysowanie lub gry literackie. Jak wspomniałam wyżej, systematyczność spotkań baśniowych jest jednym ze źródeł sukcesu bajarzy. Ma to ogromne znaczenie psychologiczne dla dzieci, których życie niejednokrotnie pełne jest niepewności i niespodzianek. Wprowadźmy w ich życie element ładu – stały wieczór baśni i kogoś, kto w tym dniu zawsze na nich czeka.

 

Myślę, że ważna jest też osobowość bajarki lub bajarza. Musi to być ktoś, kto łatwo nawiązuje kontakt z dziećmi i jest przez nie akceptowany. Nie jest rzeczą oczywistą, że musi to być kierownik placówki. Często ukryte talenty gawędziarskie mają młodziutkie pomocnice biblioteczne – warto z nich skorzystać!

 

Jakie baśnie opowiadać? Myślę, że takie, które sami najbardziej lubimy. Nie łudźmy się – nie uda nam się baśń, którą opowiadamy wbrew sobie. Sama tego doświadczyłam, ponosząc klęskę przy baśniach duńskich i malajskich, skądinąd znakomicie zaadaptowanych i tłumaczonych przez Roberta StiIIera. Jeżeli lepiej się czujemy przy polskiej klasyce baśniowej – nie wstydźmy się tego i nie bójmy! Na nic wielkie nazwiska i potęga autorytetów, gdy brak serca do działania.  

Co lepiej opowiadać-wiersz czy prozę? Tu każdy musi sam znaleźć odpowiedź na to pytanie, bowiem i jedno, i drugie warte jest naszej uwagi. Wiersz opowiada się lepiej, bardziej wartko, podobnie jak rymowana proza. Wymaga jednak dobrego opanowania tekstu i tu nie pomogą żadne improwizacje. Jeśli zaś chodzi o prozę, wystarczy opanować pewne ramy konstrukcyjne opowieści -a reszta ułoży się sama!

 

 

Czy i jak stosować rekwizyty? Doświadczenia moje i innych osób opowiadających baśnie nawołują do ostrożności w tym zakresie. Wieczór baśni to nie to samo co teatr, tu powinna działać sama magia słowa, ewentualnie gestu. Niemniej rekwizyt, w porę użyty, może przyczynić się do wzmocnienia efektu i stanowić znakomitą puentę. Ważne jest jednak, aby nie ,,przedobrzyć", gdyż nadmiar tych technicznych środków wyrazu raczej rozprasza uwagę słuchaczy.

Bardzo dobrym pomysłem organizacyjnym jest powiązanie baśni w cykle tematyczne lub stylistyczne. Oto kilka przykładów takich cykli i baśni, jakie im towarzyszą.

 

1. Bajeczki-smuteczki. Cechą tych baśni jest brak tradycyjnego, szczęśliwego zakończenia. W ramach tego cyklu opowiadałam dzieciom liczne baśnie Andersena, w szczególności Małą syrenę, Dzielnego ołowianego żołnierza, Słowika i Królową Śniegu. Nie ukrywam, że na dzieciach ogromne wrażenie zrobiła agonia cesarza, któremu było coraz zimniej, drętwiały mu nogi, a przy łóżku stały jego grzechy i pytały ,,Pamiętasz?".  Do tego cyklu warto też dołączyć Kwiat paproć/Józefa l. Kraszewskiego, a także O księciu Gotfrydzie, rycerzu gwiazdy wigilijnej Haliny Górskiej. Ten ostatni tekst można też opowiadać w ramach cyklu:

 

2. ,,Czarowne seriale czyli baśnie dla wytrwałych". Jest wiele baśni, które są tak długie, że należy je opowiadać w odcinkach. Należą tu m.in. Księga papugi Markowskiej i Milskiej, opowieść O królewiczu La-Fi-Czaniu Iłłakowiczówny i wiele innych. Warto pomyśleć o drobnych nagrodach dla wytrwałych słuchaczy!

 

3. Bajarzom lubiącym i umiejącym śpiewać (większość umie, tylko trzeba spróbować) spodoba się cykl ,,Bajki śpiewanki". Możliwości repertuarowych mamy tu najwięcej. W każdej baśni jest bowiem jakieś zaklęcie, do którego można ,,dorobić" łatwą melodię, najlepiej ludową, często też bohater baśni podśpiewuje sobie dla dodania animuszu. Szczególnie polecam tu twórczość Janiny Porazińskiej, którą warto właśnie dzięki baśniom ,,ocalić od zapomnienia".

 

4. Czy dzieci lubią się trochę bać? Moim zdaniem tak, i dla nich właśnie warto opowiadać „Bajdy-strachajdy". Tu także repertuar jest bogaty dzięki smokom, czarownicom i potworom. Polecam szczególnie Klechdy sezamowe Bolesława Leśmiana, a także nieco już zapomnianą baśń Sinobrody Charlesa Perraulta. Do dziś pamiętam, gdy podczas poprzedzonego dramatyczną pauzą okrzyku ,,To była krew!" – jedno z dzieci weszło pod stół. Potem jednak opowiadało ten fragment swojej mamie, zupełnie już rozluźnione i szczęśliwe.

 

Można oczywiście opowiadać też cykle autorskie, np. baśnie Andersena czy braci Grimm, można wędrować z baśnią po Polsce, po świecie lub własnym regionie.

 

Ważne jest jednak, aby po zakończeniu spotkania zapowiedzieć dzieciom, co będzie opowiadane następnym razem. Ponowne odwiedziny będą połączone z radosnym oczekiwaniem! Zważywszy jednak, że grono naszych słuchaczy jest zróżnicowane, dobrze jest mieć przygotowane dwa warianty baśni-dla starszych i ewentualnie młodszych dzieci. Radujmy się też, ilekroć naszych baśni słuchają dorośli – rodzice, dziadkowie lub starsze rodzeństwo. Nie pozwólmy, aby ogarnęła nas nieuzasadniona nieśmiałość, że niby jesteśmy ,,na cenzurowanym". To oni, starsi słuchacze będą naszymi ambasadorami w szkołach i przedszkolach, to dzięki nim powstają lobby biblioteczne, tak ważne w wielu krajach.

Życzę wszystkim, którzy chcieliby urozmaicić swoją pracę z dziećmi, aby sięgnęli do baśni, a z pewnością przeżyją wiele radosnych i pełnych wzruszenia chwil.

 

 

WARSZTAT BAJARZA  („Guliwer” 1999/6)

 

Niespełna dwa lata temu pisałam w „Guliwerze" (Baśnie dalekie i bliskie, nr 1/98) o baśniowych wieczorach organizowanych w naszej bibliotece. Była w tamtym artykule mowa o roli baśni w ocalaniu klasyki narodowej, dzieliłam się swoim doświadczeniem „bajarki", były też sugestie repertuaru. Tekst niniejszy jest próbą rozszerzenia teorii o wskazówki praktyczne, stąd w jego tytule słowo „warsztat".

 

Zacznę od wskazówek dotyczących właśnie repertuaru. Jak już wspominałam, trzeba wybierać takie baśnie, które sami lubimy, choćby te, które pamiętamy z własnego dzieciństwa. Ważny jest oczywiście wiek i doświadczenie słuchaczy. Wiemy, że zabiegani rodzice rzadko znajdują czas na opowiadanie i czytanie dzieciom, więc nie mają one nawyku uważnego słuchania, co więcej – mają trudności z koncentracją. Dlatego małym dzieciom dobrze jest opowiadać bajki łatwe, okraszone dowcipem sytuacyjnym, takie jak Czterej muzykanci z Bremy Grimmów lub bajka o gęsim jaju Ewy Szelburg-Zarembiny. W tej ostatniej dzieci mogą brać aktywny udział, podejmując się roli kolejnych bohaterów.

Niewątpliwie osoba opowiadająca musi znać treść opowiadanej przez siebie baśni – należy ją w tym celu kilka razy przeczytać. Niemniej jednak nie trzeba dokładnie uczyć się tekstu, powiem nawet, że jest to niewskazane, bo jeżeli się „sypniemy", dzieci to od razu zauważą.  

 

Dlatego lepiej jest opanować ogólną konstrukcję, głównie wątki, a w sytuacjach kryzysowych ratować się chwytami w stylu „Jadą, jadą, patrzą, aż tu nagle…", albo pytaniami retorycznymi „Czy myślicie, że książę się przestraszył? Ależ skąd!". Warto tu wspomnieć o roli dialogu ze słuchaczami podczas opowiadania; pytania skierowane do dzieci w trakcie słuchania pomagają im w koncentracji, upewniamy się też, czy wszystko jest dla nich jasne. Na zakończenie baśni O Nowym Roku i młynarzu Sylwestrze Lucyny Krzemienieckiej pytałam dzieci, czy one same znają jakieś ,,dobre słowa", takie jakie młynarz otrzymał w prezencie. Propozycji i pomysłów było tyle, że starczyłoby na drugą bajkę!

 

Bardzo ważna jest technika opowiadania, odpowiednia modulacja głosu, co nie tylko pozwala dzieciom na lepsze zrozumienie treści, ale też buduje nastrój. Nastrój jest w baśni sprawą niesłychanie ważną; w jego tworzeniu środkami aktorskimi pomoże nam sam autor swoim dobrym tekstem, a my, jeśli dochowamy mu wierności, możemy być pewni sukcesu. Dlatego zalecam serdecznie korzystanie z oryginalnych tekstów Leśmiana, a nie z adaptacji; te ostatnie możemy wykorzystać do pokazywania ilustracji. Dobrze jest też, podczas uczenia się tekstu, zapamiętać niektóre charakterystyczne dla autora (nie tylko Leśmiana) chwyty stylistyczne: ,,l stało się to, co się stało, l zdarzyło się to, co się zdarzyło…". Cisza, jaka zapadnie po słowach ,,drzwi zatrzasnęły się z hukiem i Aladyn został sam w ciemnościach " – będzie dla nas najlepszą nagrodą.

 

Modulacja głosu jest też ważna, gdy w trakcie opowiadania występuje dialog, np. między Gotfrydem i królem Zygmuntem (O księciu Gotfrydzie, rycerzu…}, między Koszałkiem Opałkiem i Lisem, Cesarzem i Śmiercią (Słowik) czy Pietrzykiem i królem Błystkiem. Dialog bardzo wzbogaca opowiadanie i jeśli uda nam się oddać jego dynamikę, a bywa, że i komizm – obejdzie się bez powtarzania ,,powiedział król", „szepnęła sierotka", czy ,,odrzekła macocha" .

 

Parę słów o rekwizytach. Ich nadmiar nie jest wskazany, bo w opowiadaniu największą rolę odgrywa słowo, ale jeden drobny, acz ważny element zawsze się przyda; jeśli zaś będzie to rekwizyt samodzielnie wykonany przez dziecko, to jeszcze lepiej. My korzystaliśmy z zielonej chorągiewki wróżki Nadziei (O kuchciku, o Nadziei, o drzwiach zamkniętych Lucyny Krzemienieckiej), a sześcioletni autor rekwizytu (malowanie, wycinanie, klejenie) chodził po podwórku w chwale jako "Kamil od chorągiewki".  

 

 

Z kolei w opowiadaniu Hanny Januszewskiej Smok i królewna tytułowy smok uczy się od chłopców stajennych gry w karty, podczas której to rozrywki przegra oczywiście królewnę. Grupa chłopców z VI klasy widząc, jak szykuję karty do baśniowego wieczoru, otoczyła mnie zwartą grupą, licząc na "małego pokerka". Dotrwali dzielnie do końca bajki, bawiąc się świetnie, i jeszcze wiele razy pytali potem, czy mogę im dać te karty, bo chcą pograć! Niewątpliwie najbardziej "teatralną" bajką, jaką zdarzyło mi się opowiadać, była stara baśń uzbecka o królu, który został tkaczem dywanów.  

 

Opowiadałam ją bowiem w Pałacu pod Blachą, na wystawie kobierców wschodnich, a więc w wymarzonej wprost scenerii. Rekwizytem może być też podkład muzyczny. Ten chwyt wykorzystuję w baśni cygańskiej Zaczarowana skrzynka. Końcowe fragmenty, kiedy młody Cygan, Bachtało uczy się gry na skrzypcach, mówię na tle oryginalnej, cygańskiej muzyki.

 

Czy należy opowiadać bajki straszne? Oczywiście tak, dziecko w ten sposób oswaja własne lęki (zob. „Guliwer" nr 4/92 – "strach traumatyczny czy katartyczny?"). Lepiej jest jednak uprzedzić, że „będą strachy", co na ogół wywołuje atmosferę podniecenia i wszyscy przekonują się nawzajem, że wcale się nie boją, a nawet lubią strachy!

 

Na zakończenie warto jeszcze przestrzec początkujących bajarzy, aby śledzili w telewizji reklamy, gdyż język dziecka kształtuje się pod wpływem reklamy i filmu, rzutując na zasób skojarzeń. Bez znajomości tych skojarzeń łatwo o niezamierzony efekt komiczny, gdy dziecko porówna głośno perypetie bohaterów z ostatnim odcinkiem ,,Dynastii" lub, jak to mi się zdarzyło podczas opisywania skarbów rozbójników, gdy mały słuchacz zawołał ,,Deszcz złota nadal pada!", nawiązując w ten sposób do ostatniego konkursu „Pani Domu".

 

Maria Kulik

Biblioteka 45, ul.Meksykańska 3

tel. 0 22 672 80 91



ZOBACZ TAKŻE:rodzeństwoteatr