Zielony Samochodzik jedzie nad staw

Mały Zielony Samochodzik pewnego wiosennego dnia jechał nad staw. Jechał polną drogą i jechał i jechał i jeeeechał i jechał, aż się zmęczył i stanął. Rozgląda się wokół:
– A cóż to? Na drzewach miauczą kotki?
– Nie mają ogonów, uszu ani wąsów…
– MIAU!
– Całe są puszyste i bialutkie, siedzą na gałązkach w brązowych koszyczkach…
– MIAU!
– Hej Kotki – zawołało autko – co Wy tu robicie?…
– Rośniemy!
– A jak się nazywacie?
– Bazie, kotki wierzbowe – MIAU!
– Aha! – uśmiechnął się samochodzik – nie wiedziałem. Ślicznie wyglądacie, miau yyy, to znaczy BRUMM!
– Dziękujemy! Narodziliśmy się razem z wiosną. MIAU.
– O! – zachwyciło się autko – Ta Wiosna to prawdziwa czarodziejka. Do zobaczenia Kotki! Jadę dalej, BRUMM – brumnęło autko i dodało gazu tak radośnie, że aż zadrżały zderzaki.
Brumm, brumm śpiewało autko i jechało dalej, i jechało i jechało i jechało i jechaaało, aż nagle PLUM!
– Co tak plumnęło? – zastanawiało się autko.
– O, drugie plum i trzecie plum, czyżby zaczął padać wiosenny deszcz? A może ktoś rzuca kamykiem w wodę? – rozejrzało się autko dookoła.
Patrzyło autko, patrzyło, patrzyło, patrzyło, patrzyyyło… aż zobaczyło Zielone Coś, które… plumnęło!!!
– Ooo, ale plumnięcie! – zawołało autko.
– Dziękuję odezwało się Zielone Coś. My żaby uwielbiamy skoki do wody. Właśnie trenujemy do Majowej Olimpiady Sportowej. RECH! RECH!
– Rech, rech… – przytakująco potwierdziły inne żabki.
– Woda i skoki to nasz żywioł – RECH… I PLUM – powiedziała największa z nich i wskoczyła do stawu.
– Posiedzę tu chwilę BRUMM, BRUMM i popatrzę, dobrze? – zapytało autko.
– Rech, rech! – usłyszało w odpowiedzi.
I siedziało, siedziało, siedziało, siedziało, siedziaaało, aż się pochyliło.
Pochyliło się w kierunku lustra wody, bo wydawało mu się, że coś kolorowego pływa pod jej powierzchnią.
– Było i nie ma – pomyślało autko – a może NIE BYŁO I NIE MA? Może mi się tylko wydawało?…
Myślało autko myślało, myślało, myślało, tak myślało, że aż o mało nie plumnęło do stawu!
– Ale się zamyśliłem – powiedział głośno samochodzik.
– Nad czym tak myślałeś? – zapytało Kolorowe Coś, które od paru chwil bacznie przyglądało się Dużemu, Małemu Zielonemu przybyszowi (dużemu, bo żyjątka w stawie są malutkie i z tej perspektywy autko było ogromne, a małemu, bo było jeszcze dzieckiem).
– Zastanawiałem się czy cię widziałem, czy może tylko mi się wydawało…
– Aha – powiedziało Kolorowe Coś i znikło!
– Gdzie jesteś? Nie odchodź jeszcze!
– Jestem tu. Muszę się ukrywać, bo na traszki czyha wiele niebezpieczeństw i musimy być bardzo ostrożne.
– Racja – odrzekło roztropnie autko – ukrywasz się naprawdę doskonale!
– Muszę już wracać do stawu… – odparł pan traszka – już czas na mnie. Do zobaczenia!
– Pa,pa! – pomrugał światłami Zielony Samochodzik i brumnął sobie – BRUMM, BRUMM, ale ruchliwy zwierzak?
– I ja też muszę wracać do domu, bo mama będzie się niepokoić – pomyślało autko i podnosząc się z soczystej, młodej trawki pogimnastykowało kółeczka:
– BRRRYT, BRRRYT i drzwi ŁŹŹŹIT, ŁŹŹŹIT… trzask!
Zerwało dla mamy śliczną stokrotkę i pojechało. A gdy tak jechało, jechało, jechało i jechaaało, to rozmyślało. Rozmyślało nad tym, jaką niesamowitą czarodziejką jest Wiosna, którą budzi do życia tyle różnych stworzeń i roślin… I dzięki tym myślom droga nic, a nic mu się nie dłużyła, BRUMM!

Kamila Waleszkiewicz