Pani Pająkowa

Bajki dla dzieci do czytania

Babcia Rózia, mieszkała w starym, skrzypiącym i pełnym tajemnic domu. Bardzo lubiła ciszę, spokój i porządek, który miała wokół siebie. Dni płynęły niespiesznie, odliczane miarowym tykaniem zegara z kukułką, a wokół domu czas malował wciąż nowe pory roku. Mroźną zimę, jaskrawozieloną, ukwieconą wiosną, rozgrzane lato, kolorową jesienią i znów białą, puszystą zimą. I wszystko miało swój czas i miejsce.

Chociaż czasami… Czasami babcia Rózia wolałaby, żeby coś zazgrzytało w jej poukładanym życiu. I wcale nie chodziło jej o nienaoliwiony zawias w drzwiach. Zawias, niech sobie skrzypi… Babci chodziło raczej o zmiany… Chodziło jej o hałas, rozgardiasz i nieporządek. O szaleństwa, wygłupy, krzyki i wrzaski, czyli o wszystko to, co działo się, kiedy tylko przyjeżdżały dzieci i wnuki. Ale oni niestety tak rzadko bywali w jej małym, starym i kolorowym domku… Wybrali miasto… Duże, duszne i głośne Miasto. Babcia jednak zaakceptowała ich decyzję o wyjeździe, tak jak oni jej o pozostaniu w domku, gdzieś na końcu świata.

I tak, chociaż serce babci płakało za najbliższymi, to jednak starała się być dzielna i w żaden sposób nie okazywać smutku. Wzdychała sobie tylko ciężko od czasu do czasu, odkurzając rodzinne fotografie. A później piekła szarlotkę i nastawiała wodę na herbatę. Wychodziła na przekrzywiony ze starości ganek, rozkładając na obtłuczonym stoliczku jednoosobowy podwieczorek. Zajadając ciepłe jeszcze ciasto, starała się, jak zwykle z resztą, odnaleźć pozytywne strony w sytuacji, w której się znalazła. Hmm… Miała dla siebie bardzo dużo wolnego czasu i bardzo dużo ciszy… Chociaż nie do końca była to prawda…

…ponieważ za starym, zielonym, kaflowym piecem, co noc grał jej na skrzypeczkach Konik Polny. W pobliskim stawie Żaby, co wieczór dawały rechoczący koncert. Wieczorami za oknem pohukiwała brązowa Sowa, a rankiem budziły ją trele szarego Skowronka. Czasami za oknem skrzeczała Sroka, albo zagdakała znajoma Kura. Tak… Tak naprawdę to Babcia nigdy nie była sama. Miała wielu przyjaciół, którzy co prawda nie byli jej rodziną, ale ze wszystkich sił starali się jej pomóc i wywołać uśmiech na pomarszczonej twarzy.

A spośród wszystkich stworzeń mniejszych i większych ulubienicą Babci była Pani Pająkowa. Pająkowa to spokojna i przykładna lokatorka. Najczęściej wychodziła ze swojej kryjówki pod schodami tylko wieczorem, kiedy uporała się już ze wszystkimi niezbędnymi pracami. Przysiadała wtedy na kuchennym okapie, dając Babci dobre rady.
– Nie, nie Róziu, za dużo sypiesz mąki!
– Uważaj, uważaj kochaniutka, bo przypalisz!!
– O, tak, tak… Jeszcze momencik podsmażaj…
– Mniam, mniam – szeleściła cichym głosem, przywodzącym na myśl szmer pobliskiego potoku.
Babcia tymczasem uśmiechała się pod nosem zagniatając ciasto, smażąc konfitury, albo sadząc w przydomowym ogródku kwiaty.
– Czy masz, może jakieś nowe wzory do moich pajęczych firaneczek? – zapytała pewnego deszczowego popołudnia Pająkowa, zsuwając się na babcine ramię.
– Och, moja droga! Wybacz, ale zupełnie o tym zapomniałam! – wykrzyknęła Babcia, podrywając się z bujanego fotela. Ale spójrz tutaj – pokazała zmęczoną dłonią na małego fiołeczka, którego naszkicowała w zeszłym tygodniu. Albo na to – pomachała Pająkowej planszą ze słonecznikami.
– Kochanieńka – to są szkice, które już wykorzystałam – pajęczyca zaśmiała się cichutko, pokazując babci cieniutkie jak mgiełka pajęczyny/firaneczki porozwieszane w różnych częściach domu, a przedstawiające fiołki, słoneczniki, sowę, drzewa, a nawet i babcię Rózię.
– Co się z tobą dzieje?- w głosie Pająkowej słychać było troskę o przyjaciółkę..
– Przepraszam cię – Babcia Rózia, usiadła z powrotem w fotelu – ale jutro przyjeżdżają dzieci i wnuki, a ja nie mam jeszcze nic dla nich przygotowane. Nie miałam też czasu posprzątać… Taka jestem podekscytowana ich przyjazdem, że zupełnie nie mam pojęcia za co się zabrać….
– Ach tak… No więc do roboty! – Pajęczyca zatarła kosmate i cieniutkie łapki, po czym znikła za piecem kaflowym. Po chwili wyłoniła się stamtąd ciągnąc za poły przykurzonego fraczka zzieleniałego ze strachu Konika Polnego.
– Będzie nam przygrywał- zawołała wesoło, wędrując w stronę okna – do niczego innego niestety się nie nadaje.
– I przestań się trząść. Przecież cię nie zjem – uśmiechnęła się do rozdygotanego wciąż Konika, po czym zagwizdała przeciągle. Długo nie trzeba było czekać. Po chwili na parapecie przysiadła Sowa, Wiewiórka z całą rodziną, Sroka i kilka Żab. Pajęczyca szybko wyjaśniła im o co chodzi i już po chwili, w małym domku było gwarno i tłoczno, a kurz wzbijał się aż pod drewniane sufity.
Żabki zajęły się łazienką, gdzie ochoczo połączyły pracę z przyjemnością i pluskając się wesoło, rozchlapywały wodę na wyblakłe kafelki. Wiewiórki puchatymi ogonkami polerowały meble i talerze, Sowa trzepała dywany, a Sroczka pucowała wszystkie okna.
A wesoły już Konik Polny wygrywał im skoczne i radosne piosenki.
Tymczasem Babcia Rózia, uszczęśliwiona i wzruszona pomocą przyjaciół pobiegła do kuchni i wkrótce w całym domu mieszały się już smakowite zapachy, które siwowłosa staruszka wciąż uwalniała z dymiących się garnków, garnuszków, patelni i słoiczków.
Noc dawno już zapadła, a cieniutki księżycowy rogalik wysoko był na granatowym niebie, kiedy wreszcie zmęczeni domownicy i ich pomocnicy zasnęli zasłużonym snem…
A następnego dnia ledwo tylko rosa zdążyła obeschnąć, na małe podwórko zajechały dwa lśniące nowością auta, z których wysypała się, wybiegła, lub dostojnie wyszła cała rodzina Babci Rózi.
Dzień minął cudownie… Maluchy wspinały się na drzewa, przekopywały ogródek
w poszukiwaniu kretów i przesadzały kwiaty. Starsze dzieciaki objadały babciną spiżarnię
i przeganiały żaby z zielonkawego i chłodnego stawu, a dorośli delektowali się smakowitościami przyrządzonymi przez starszą panią. Babcia Rózia promieniała radością, tryskała humorem i szczęściem. Niestety do czasu….
Kiedy bowiem niosła kolejną porcję ciasta porzeczkowego, zobaczyła jak jej wnuczka z obrzydzeniem wymiata miotłą pajęczyny z kuchni. A następnie próbuje starą gazetą zepchnąć do kosza na śmieci Pajęczycę i Konika Polnego!!!
– Wszystko w porządku? Co się dzieje? – zagadnęła babcia, odstawiając przekąskę na stół.
– W porządku Babciu, w porządku – odparła jej rudowłosa i elegancko ubrana wnuczka, tupiąc jednocześnie wysokimi, lakierowanymi bucikami i z obrzydzeniem zerkając w żółte oko Sowy, która właśnie przysiadła na okapie.
– W porządku – powtórzyła, tylko dlaczego u ciebie jest tyle… Tyle paskudztwa…. Robali… Jakiś ptaków….
– Aaaaa!!! A…nawet i żab… Fuj!!
– Moja kochana – Babcia Rózia mocno przytuliła rozdygotaną dziewczynę – To wszystko, to są moi Przyjaciele…
– Przyjaciele? Babciu… Fuj…
– Tak kochana. Przyjaciele – potwierdziła staruszka, podnosząc delikatnie z podłogi przerażoną Pajęczycę.
– Moja Kochana… Prawdziwy przyjaciel, to ktoś, kto nigdy cię nie zawiedzie. To ktoś, kto niezależnie od swojego wyglądu, przekonań i upodobań, będzie z tobą zawsze i wszędzie…
Elegancka wnuczka stała przez chwilę bez ruchu, po czym nieśmiało spytała:
– Więc, jeśli codziennie rano, tuż obok moich pięknych, białych i drogich drzwi siada stary i kulawy kocur, który później głośno dziękuje mi za jedzenie, jakie rzucam mu w pośpiechu… To czy… Czy mogę go traktować jak… przyjaciela… Bo wiesz, babciu, ja…
Ja jestem trochę samotna w tym olbrzymim mieście. Nie mam męża, ani dzieci. Tylko pracę, zakupy i mieszkanie pełne drogich przedmiotów.
– Ależ oczywiście, że możesz tak go traktować! – wykrzyknęła Babcia. Każdy do kogo wyciągniesz pomocna dłoń, pewnego dnia może odwdzięczyć Ci się tym samym! I dzięki temu również zostać twoim prawdziwym przyjacielem.
– Im więcej przyjaciół – Babcia powiodła ręką wokół kuchni, gdzie z każdego kata przyglądały im się zaintrygowane zwierzęta – tym lepiej!
Wnuczka Babci Rózi głośno westchnęła, po czym mocno, najmocniej na świecie przytuliła się do babci, zerkając jednocześnie z przepraszającym uśmiechem na Pajeczycę.
A następnym razem… Następnym razem w jednym z eleganckich i nowych samochodów przyjechał z wizytą ktoś jeszcze. Czarny, olbrzymi i lekko kulejący Kocur – niezwykły przyjaciel rudowłosej wnuczki Babci Rózi.

 

Tekst zgłoszony przez Bajdulkowo. Udostępniamy go za zgodą Autora (Elżbieta Safarzyńska)