Idziemy do doktora – przygody psa Syfona

przygody psa Syfona bajka do czytania dzieciom

Dzisiaj, gdy Pani wróciła do domu, ucieszyłem się do niej jak nigdy dotąd. Czekając na najcudowniejsze słowa na świecie, usłyszałem:

– Syfon! Idziemy do doktora.

Prawie się rozpłakałem. Zamiast co sił w łapach uciekać, zastygłem. Nie jest to dobre miejsce dla nikogo, zwłaszcza dla psa. Bo można nigdy stamtąd nie wrócić, jak się jest bardzo chorym albo niegrzecznym. W dodatku, spotyka się tam mnóstwo przestraszonych i nieszczęśliwych zwierząt. Właśnie takich jak ty.

– Au! – zawyłem żałośnie.

– Daj spokój, Syfon to tylko szczepienie. Wiesz, że dla twojego dobra…

Ludzie mają dziwne pojęcie o tym, co dobre.

– Au! – zawyłem cichutko, gdy znaleźliśmy się w poczekalni.

– Przestań wyć, głupku! – prychnął na mnie kot.

– Po co się wyzywasz? I dlaczego siedzisz w takiej budzie?

– Bo mnie denerwujesz… i nawet nie wiesz, co to transporter –  syknął.

– Jak się boję, to wyję. Jak mnie swędzi, to się drapię, a jeśli kogoś nie lubię, to z nim nie gadam – powiedziałem i odwróciłem się ogonem.

– Szkoda na niego czasu – odezwał się ktoś obok.  

– Hej, króliku! Jak się masz? – zapytałem nieporadnie, bo wciąż byłem bardziej przestraszony niż przyjazny. – Uszy ci oklapły. To choroba?

– Nie, to strach.

– Aha. Będziesz miał szczepienie?

– Coś ty?! Króliki nie mają takich rzeczy.

– Naprawdę? W takim razie fajnie być królikiem. Ale chyba wrócisz do domu?

– No pewnie! – odpowiedział.

Wtedy został wezwany do gabinetu. Po chwili wyszedł zupełnie zdrowy i z podniesionymi uszami.

– Tobie się nie uda – odezwał się kot –  czeka cię marny koniec. Pasmo niekończącego się bólu i żegnaj powrocie do domu.

Był wyraźnie zadowolony.

– Jesteś chory na głowę? Lepiej uważaj, bo to ciebie tutaj zostawią.

Wtedy zobaczyłem białego psa. Dziewczynę tak czystą, że aż bolały zęby. Nie nosiła żadnych śladów przebieżki przez kałużę, zapachu tarmoszenia szmat ani towarzystwa pcheł. Za to śmierdziała, jak nasza łazienka. Na wszelki wypadek odskoczyłem na bezpieczną odległość.

– To musi być straszna choroba – powiedziałem smutno.

– Co? – zapytała nie rozumiejąc.

– Taka czystość. Pewnie jest nieuleczalna. Chodzisz na jakieś bolesne zastrzyki czy raczej cię tutaj zostawią na zawsze? – spytałem przeczuwając najgorsze.

– Wygadujesz bzdury, kolego – powiedziała poważnym tonem. – Jestem wypielęgnowana. Moja sierść układa się w modny sposób…

– Co to znaczy modny?! – przerwałem jej przerażony.

– W taki sposób powinna się nosić moja rasa.

– To ty masz rasę?!

– Oczywiście. A ty nie? – zaśmiała się życzliwie. – Moja pani powtarza to kilka razy dziennie.

W odpowiedzi tylko westchnąłem. Nie chciałem się przyznać przed nową rasą i to wypielęgnowaną, że większości tego, co mówi do mnie Pani, po prostu nie słucham.

– Może ty po prostu nie słuchasz swojej pani? – zapytała podejrzliwie.

– Skądże znowu – coś kazało mi skłamać i wyrażać się jak ona. – Czyli tak się wygląda, jak się jest tobą i nie jest to żadna choroba?

– Jestem psem wystawowym. To znaczy, że biorę udział w specjalnych pokazach, gdzie ocenia się urodę psów.

Nie miałem pojęcia o czym mówi, ani jak to ukryć. Wtedy, wywołano ją po imieniu, którego ze zdenerwowania nie usłyszałem.

– Teraz nasza kolej, Syfon – powiedziała Pani.

Weszliśmy do środka. Dostałem zastrzyk, którego nawet nie poczułem, wciąż rozmyślając o przedziwnym spotkaniu. Pani była tak ze mnie zadowolona, że powiedziała:

– Jestem z ciebie dumna, piesku. Byłeś bardzo grzeczny. W nagrodę kupię ci piłeczkę.

A ja zamerdałem ze szczęścia, bo zabawa piłeczką jest lepsza od zagubienia w myślach.

Pozostałe przygody psa Syfona można przeczytać w dwóch książkach: część pierwsza – Syfon, pies taki jak Ty! i część druga – Syfon i uczucia. Obie autorstwa Iwony Kamińskiej, wydane przez Wydawnictwo Czterolistne.