Dobroć

Dobroć bajka dla dziewczynek do czytania

Dawno, dawno temu, żyła sobie piękna księżniczka, a jej dobroć znana była w całej okolicy. Jej rodzice byli bardzo szlachetni, więc i ona miała łagodny charakter. Kiedy dorastała, lud zastanawiał się czy znajdzie się odpowiedni kandydat na męża, w pełni zasługujący na ich ukochaną księżniczkę. Miała już bowiem szesnaście lat, a to wiek, w którym ma się już adoratorów.
Izabela, bo tak miała na imię księżniczka, nic sobie z zalecania kawalerów nie robiła. Nad wyraz kochała swoich rodziców i daleka była od myśli, aby ich opuścić. Król i królowa, mieli nadzieję, że z czasem zmieni zdanie, zwłaszcza, iż wkrótce miał się odbyć, jej pierwszy bal.
Tymczasem do królestwa doszły wieści, że ich największy wróg umarł. Monarchowie odetchnęli z ulgą, bowiem Maciej II, przez całe życie pałał do nich żądzą zemsty.
Nie wiedzieli, że miał syna. Wychowując się bez matki, mając za przykład potwornego ojca, sam wyrósł na bardzo złego człowieka. Obiecał umierającemu ojcu kontynuację walki z wrogiem, a najlepszym tego dowodem miało być poślubienie księżniczki wbrew jej woli. Edward obmyślił zatem plan, a nazajutrz razem ze swoją świtą, udał się w podróż.
Kiedy był w pobliżu zamku, nie skręcił do królewskiej posiadłości, lecz zatrzymał się w pobliskiej gospodzie. Popijając wino i kosztując miejscowych potraw, książę wypytywał o królewską córkę i jej zwyczaje. Następnego dnia, wraz ze swoimi ludźmi zaczaił się na nią w lesie.
Gdy kareta księżniczki zbliżyła się, jego ludzie wyskoczyli zza drzew i pojmali wszystkich. Każdemu z nich, nawet Izabeli, zawiązano usta, a na głowę narzucono pelerynę. Wyruszyli w drogę.
Do zamku było bardzo daleko, więc musieli zatrzymać się gdzieś na noc. Kiedy książę ściągną chustę z ust księżniczki, ta powiedziała wzburzona:
– Powiem wszystkim kim jestem i zaraz nas uwolnią!
– Mylisz się pani! Jesteśmy poza granicami twego królestwa, nikt cię tu nie zna. Będziesz więc pani cicho czy znów mam ci zakneblować usta?!
Zaskoczona Izabela zamilkła, nikt dotąd tak się do nie zwracał.
W gospodzie, gdzie się zatrzymali, Edward pozwolił wszystkim się posilić, a potem udać się na spoczynek. Pod drzwiami pokoju gościnnego, gdzie nocowała księżniczka, ustawiono straże. Następnego dnia rano, kolumna wozów ruszyła w dalszą drogę, a późnym wieczorem dotarła do zamku złego księcia.
– Gdzie jesteśmy? – zapytała nieśmiało Izabela wysiadając z karety.
– W moim królestwie! – odpowiedział z dumą Edward.
– Co chcesz z nami zrobić?- zapytała przestraszona.
– Nie zaprzątaj sobie tym głowy. Porozmawiamy jutro.
Książę zaprowadził królewską córkę i jej służbę do wieży, gdzie przygotowano dla nich komnaty.
Tej nocy Izabela nie zmrużyła oka, była zbyt przerażona strasznym zamkiem i jego właścicielem. Kiedy zaczęło świtać, z okna zobaczyła całą okolicę. Dokoła były same lasy.
Po jakimś czasie, służący zaprosił ich do jadalni gdzie czekał książę. Na widok suto zastawionego stołu, Izabela nawet nie mrugnęła okiem. Poprosiła księcia o wyjawienie zamiarów jakie ma wobec niej.
– Dobrze- zgodził się.- Przejdźmy zatem do salonu.
Służba podążyła za nimi, lecz książę dał znak, aby zostali na miejscu.
– Przywiozłem cię tu pani, aby się tobą ożenić- powiedział .
-Wbrew mojej woli?- przeraziła się.- Nie zmusisz mnie do tego!
– Zobaczymy!- książę zaśmiał się szyderczo.- Straże! Zabrać księżniczkę do wieży!
Mężczyźni złapali Izabelę za ręce, aż syknęła z bólu. Gdy znalazła się w komnacie, usiadła przy oknie.
– Możecie odejść! – rozkazał książę, a gdy strażnicy odeszli, powiedział – Zostaniesz tu pani tak długo, aż ci każę.
– Czy ja albo moja rodzina, uczyniła ci panie coś złego?
Na te słowa Edward poruszył się niespokojnie. Milczał.
– Dziwię ci się panie – rzekła księżniczka, gdy był już przy drzwiach.- Skoro pałasz do mnie aż taką nienawiścią, dlaczego chcesz się ze mną ożenić?
Książe nie udzieliwszy odpowiedzi, wyszedł. Królewska córka została zamknięta w komnacie na wiele godzin, dopiero późnym popołudniem, książę osobiście przyniósł jej tacę z zjedzeniem. Postawił ją na stoliku. Izabela obrzuciła go obojętnym spojrzeniem i na powrót obróciła się do okna. Właściciel zamku myślał, że uwięziona będzie krzyczeć i protestować, widok milczącej, smutnej niewiasty, zadziwił go. Szybko otrząsnął się, aby nie dać się wziąć na litość.
Przyszedł wieczorem. W progu zorientował się, że w komnacie jest zupełnie ciemno. Wziął z korytarza pochodnię. Kiedy w pokoju rozjaśniło się, zobaczył, że Izabela śpi przy oknie, z głową wspartą na dłoniach. Natychmiast wezwał służbę księżniczki, aby przygotowała swą panią do snu.
Następnego dnia rano, przyszedł do jej komnaty.
– Zmieniłaś pani zdanie co do twojego zamążpójścia ? – zapytał w progu.
Przecząco pokręciła głową.
– Czy moi rodzice wiedzą, że tu jestem?- chciała wiedzieć.
– Nie.
– Czy zobaczę ich jeszcze? – w jej oczach ukazało się przerażenie.
– To zależy od ciebie, pani – odpowiedział poważnie.
– Nawet nie wiesz panie, jak za nimi tęsknię. Nigdy nie rozstawałam się z nimi na tak długo i nie mogę myśleć o niczym innym. Rozumiesz, panie?
Rozgniewany książę wyszedł z komnaty. Księżniczka dotknęła jego czułego punktu, nie potrafił zrozumieć jej miłości. Jego rodzice nie okazywali sobie ciepłych uczuć, więc nie mógł postawić się w jej sytuacji. Zamiast tego, wolałby robić przygotowania do ślubu. Na to się jednak zbyt szybko nie zanosiło.
Księżniczka z dnia na dzień, była coraz bardziej smutna, tęsknota odebrała jej apetyt. Przez rozpacz i żal, które przepełniały jej serce, mizerniała w oczach.
Książę przestał do niej zaglądać w nadziei, że w odosobnieniu zmieni zdanie. Kazał przynosić jej posiłki, lecz nie interesował się czy je zjada. Któregoś dnia, gdy przebywał w zamkowej bibliotece, usłyszał śpiew Izabeli. Tak pięknego koncertu jeszcze w tym zamku nie było, a jej przejmujący głos, wzruszył wszystkich.
Edward, choć początkowo naburmuszony, pozwolił sobie na mały zachwyt. Rozsiadł się wygodnie w fotelu i wsłuchał w słowa pieśni.

“Gdybym ja ci miała skrzydełka jak gąska
Doleciałabym ja do samego Śląska.”

Kiedy głos urwał gwałtownie, książę domyślił się, że coś się stało. Czym prędzej pobiegł na górę, a ze zdenerwowania nie mógł przekręcić klucza w zamku. Wreszcie otworzył drzwi, Izabela leżała na podłodze.
– Pani, co ci jest?- krzyknął zrozpaczony.
Wziął ją na ręce i przeniósł na łóżko. Księżniczka była bardzo blada, na policzkach nie zdążyły obeschnąć łzy.
– Służba! Natychmiast wezwać medyka!
Stał przy jej łóżku dopóki nie przyjechał lekarz. Poczuł do siebie niechęć, za to, że doprowadził księżniczkę do takiego stanu.
Mężczyzna zbadawszy ją, stwierdził, że jest strasznie wyczerpana.
– Podałem jej lekarstwo. Proszę dopilnować, żeby coć zjadła.
– Czy wyjdzie z tego?- zatrwożył się książę.
– Nie wiem, panie, jest bardzo osłabiona. Trzeba mieć nadzieję.
Lekarz otrzymał sakiewkę z zapłatą i opuścił zamek. Edward trwał przy Izabeli cały czas, a w nocy czuwał w komnacie obok. Kiedy przyszedł rano, ona wciąż spała, usiadł więc na brzegu łóżka. Opowiadał o niezbyt szczęśliwym dzieciństwie i braku miłości. Zrozumiał, że przez surowe wychowanie, sam stał się twardym i zimnym człowiekiem. W pewnej chwili wzniósł ręce do góry i rzekł:
– Wybacz mi ojcze, znajdę sobie nowego wroga, ale nie mogę i nie chcę zmusić do ślubu tej pięknej, delikatnej istoty.
Gdy Izabela się obudziła, gotowy był rosół z przepiórek. Edward osobiście go podał.
– Przebacz mi pani, kiedy tylko dojdziesz do zdrowia, zobaczysz się ze swoimi rodzicami.
– Naprawdę zobaczę ich? – nie dowierzała.- Nie oszukujesz mnie?
Książę przyłożył rękę do serca.
– Nie. A teraz napij się pani, rosołu, abyś szybko odzyskała siły.
Książę pomógł jej się podnieść. Można by pomyśleć, że księżniczka jest bardzo naiwna i ślepo ufa ludziom, ale zdążył poznać ją na tyle, by wiedzieć, że taki ma charakter. Jest dobra, łagodna i nie miała dotąd powodu, aby komuś nie wierzyć. Do teraz. Edwarda, aż ścisnęło w żołądku.
– Och, pani!- ukląkł na jedno kolano i skłonił się przed Izabelą.- Czy możesz mi przebaczyć? Ta wojna zaczęła się jeszcze wtedy, kiedy żył mój ojciec, powtarzał, że jesteście naszymi wrogami. Jednak gdy poznałem ciebie, zdałem sobie sprawę, że na walce zależało wyłącznie mojemu ojcu. Twoi rodzice wychowawszy tak niezwykłą córkę, nie mogą być złymi ludźmi.
– Poślubiając mnie, chciałeś dokonać ostatecznej zemsty?- zapytała cicho.
Książę opuścił głowę, prawda była okrutna.
– Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Wybacz mi, pani! – skłonił się ostatni raz i wyszedł.

Edward nie potrafił znaleźć sobie miejsca, złe uczynki wywołały w nim wyrzuty sumienia. Honor kazał mu oddać się pod sąd króla. Nie spodziewał się takiego zakończenia sprawy, ale nie przypuszczał też, że spotka tak piękną i wrażliwą istotę.

Nie namyślając się długo, wysłał do króla swoich ludzi z wieścią, aby jego wysokość przybył. Jego obecności mógł się spodziewać za kilka dni, pozostało mu jedynie czekać. Chciał, żeby przez ten czas księżniczka zdążyła mu wybaczyć.

Następnego dnia zapukał do jej komnaty . Zamiast, słysząc jej głos, wejść do środka, stanął w progu. Odczuł zakłopotanie.

– Miałeś panie odwagę mnie porwać, a teraz boisz się tu podejść?

Kiedy mężczyzna znalazł się blisko, zauważył lekką poprawę. Jej głos był nieco mocniejszy, a cera nabierała zdrowego wyglądu.

– Bardzo mnie wczoraj wystraszyłaś, pani. Śpiewałaś tak pięknie, a potem nagle urwałaś. Myślałem, że…

– Żem umarła?

– Nawet nie chce o tym słyszeć. Nie sądziłem, że z miłości można tak tęsknić, dlatego w pełni zasługuję na twój gniew, pani!

– Nie przywykłam gniewać się na nikogo, na co dzień jestem otoczona życzliwymi ludźmi…- zamilkła, nie chcąc aby porównanie sprawiło mu przykrość.

– Wiedź pani, że sam siebie ganię za ten czyn. Dobrowolnie poddam się karze.

– To będzie uczciwe- uśmiechnęła się księżniczka.- Dla mnie najważniejsze to wrócić do domu.

– Oczywiście pani, lecz bez twego przebaczenia, nie będę godzien nawet z tobą rozmawiać.

– Cóż mogę ci powiedzieć, panie. Wybaczam ci, a teraz…proszę o coś do jedzenia!

– Tak! Natychmiast!- poderwał się.

Zmęczona rozmową Izabela, zamknęła oczy, a książę wybiegł do kuchni. Wrócił z gotowym posiłkiem i postawił tacę przy łóżku. Już miał wyjść, lecz widok śpiącej księżniczki, poruszył go. Ukląkł przy niej i szepnął:

– Jesteś pani tak piękna i dobra, że aż trudno mi to wyrazić. Przy tobie czuję coś dziwnego, nieznanego, ale cudownego. Nie mogę sobie darować, że naraziłem cię na takie przykrości. Drugi raz bym tak nie postąpił.

Książę westchnął głęboko i wyszedł. Księżniczka otworzyła oczy, słyszała każde jego słowo…

Widząc, że mężczyzna okazuje skruchę, Izabela postanowiła być dla niego życzliwa. Odtąd zaczęli razem jadać, a nawet, gdy już poczuła się lepiej, chodzić na spacery. Zapewnienie, że wkrótce zobaczy rodziców, dodało jej sił.

– Jaki piękny motyl! – zachwyciła się Izabela.- Widzisz, panie?

Edward niczego nie widział, żadnego piękna w otaczającym go świecie, dopóki nie poznał królewskiej córki.

Ona także zaczęła patrzeć na niego inaczej. Tłumacząc go, wmawiała sobie, że to jedynie złe okoliczności, uczyniły z księcia złego człowieka. Chciała mu właśnie to powiedzieć, gdy na dziedzińcu usłyszeli trąby oznajmiające przybycie królewskiego orszaku. Izabela ogromnie się ucieszyła, a Edward spoważniał.

– Nie obawiaj się panie- powiedziała księżniczka- moi rodzice to dobrzy ludzie.

– Nie lękam się niczego! Natychmiast oddam się w jego ręce!

Co innego zaprząta moją głowę…

Księżniczka jednak już nie słuchała. Nie zważając na nic, wybiegła na drogę, ku zbliżającej się karecie.

– Ojcze! Matko!- krzyknęła, gdy woźnica otworzył drzwi pojazdu.

– Izabelo!- królowa uroniła łzę na jej widok.

– Córko! – rzekł król, ruszając w jej stronę.

Cała trójka ściskała się i całowała, a stojący z boku Edward, z zażenowaniem obserwował tę scenę. Wreszcie król przerwał te czułości i zapytał grzmiącym głosem.

– Gdzie jest ten szubrawiec, który napadł na królewską karetę?

– Tu jestem! – książę wysunął się do przodu.

– Ty, panie?- zdziwił się król.

Monarcha patrzył na młodzieńca, który wcale nie wyglądał jak przestępca. Przeciwnie, jak adorator księżniczki, gdyż pod wpływem jej uroku, groźne dotąd rysy jego twarzy, złagodniały.

– Kimże jesteś, że odważyłeś się na ten czyn!- zapytał król.

– Jestem Edward, syn Macieja II.

Królowa krzyknęła z przerażenia.

– Matko nie lękaj się!- odezwała się Izabela.- Książę nie jest taki zły jak jego ojciec!

– Jak to nie, skoro cię porwał!

– Obiecał to umierającemu ojcu!

Edward spojrzał na nią zaskoczony.

– To bez znaczenia!- oznajmił król- Musi zostać ukarany!

– Oczywiście! – Edward dumnie wypiął pierś do przodu.- Oddaję się królu w twoje ręce!

– Nie! – zaprotestowała Izabela.

– Nie?! – zdumieli się rodzice.

– Nie mogę się na to zgodzić- rzekł król.

– Proszę zrób to dla mnie! – córka skłoniła się z pokorą.- Odstąp od etykiety, przecież jestem cała i zdrowa.

Monarchowie patrzyli na siebie nic nie rozumiejąc. Dobroć Izabeli nie przestała zadziwiać księcia, dopiero po chwili, gdy dotarły do niego jej słowa, ocknął się.

– Nie potrzebuję waszego miłosierdzia ! Zasługuję na karę!

– Zapewniam cię ojcze, że możemy mu przebaczyć.

Król westchnął.

– Masz rację córko! Nasze przebaczenie będzie dla księcia wystarczającą karą, jestem zbyt szczęśliwy, by protestować. Wracajmy do domu!

Kiedy królewski orszak odjechał Edward długo stał na dziedzińcu. Przed oczami miał Izabelę, która po raz ostatni raz spojrzała na niego. Jej twarz pokazywała raczej współczucie niż gniew.

Król miał rację. Przebaczenie było dla Edwarda gorsze niż wtrącenie do lochu.

Księżniczka przez początek drogi mówiła niemal bez przerwy, a w miarę upływu czasu, ucichła i zmarkotniała. Matka zamiast spodziewanej radości, zauważyła u córki narastające przygnębienie.

Po powrocie do rodzinnego domu wcale nie było lepiej. Zawsze pogodna i szczęśliwa Izabela, była smutna. Nawet ogłoszony przez króla bal, nie wlał w nią tyle radości ile powinien. Jednak poddała się jego czarowi, by nie robić przykrości ojcu. Na każdym następnym była coraz piękniejsza, wszyscy się nią zachwycali. Jej nie olśnił nikt.

Rodzice domyślili się, że chodzi o Edwarda. Ich córka nie mogła o nim zapomnieć…

Także książę nie wiedział co ze sobą zrobić. Wraz z odjazdem Izabeli w zamku zrobiło się przeraźliwie cicho i pusto. Edward robił wszystko aby zapełnić sobie czas, jednak na nic się zdały długie polowania czy rycerskie turnieje. Nie potrafił o niej zapomnieć, a myśl, że miałby jej już nigdy nie zobaczyć, raniła jego serce. Postanowił napisać do króla list.

„Wasza Wysokość!

Mam nadzieję królu, że uwierzysz w to co ci wyjawię, a z czego zapewne nie byłby dumny mój ojciec. Zmieniłem się, jestem zupełnie innym człowiekiem. Wasza córka pokazała mi, że dobro jest pięknem, a nie oznaką słabości. Izabela to najcudowniejsza dama jaka stąpa po tej ziemi. Nie mogę dłużej skrywać moich myśli, wybacz królu za śmiałość, kocham ją. Czy okażesz mi swą łaskę i pozwolisz zobaczyć księżniczkę?

Książę Edward”.

Król zdecydował się najpierw na rozmowę córką. Delikatnie wspomniał o ostatnich przeżyciach, a później nawiązał do balu.

– Tylu wspaniałych młodzieńców starało się o twoją rękę, nie wybrałaś jednak żadnego z nich. Jaki jest tego powód?

– Ach, ojcze! – westchnęła Izabela.- Wiem, że nie powinnam myśleć o Edwardzie, lecz moje serce należy do niego…

Król wcale się nie wzburzył, podejrzewał to bowiem od dawna. Nie był tym zachwycony, ale pragnął szczęścia córki.

– To nie wina Edwarda, że miał złego ojca – przekonywała go Izabela.- Wierzę w to, że może stać się dobry. Mam nadzieję, że go jeszcze kiedyś zobaczę…

Król zostawił córkę samą i udał się na rozmowę z żoną. Potem napisał do księcia list.

– Ojcze, ja już nie chcę żadnego balu – powiedziała księżniczka.

– Zapewniam cię, że to ostatni bal w tym sezonie- król uśmiechnął się tajemniczo.

Królewska córka dzielnie znosiła tańce, aż wreszcie zmęczona usiadła na tronie obok rodziców. Lokaj oznajmił przybycie ostatniego kawalera. Gdy rozpoznała jego sylwetkę, omal nie wyskoczyła z miejsca.

– Królu! Królowo!- przed królewską rodziną skłonił się Edward.- Czy mogę prosić księżniczkę do tańca?

Przestraszona Izabela spojrzała na ojca, a kiedy kiwnął głową na zgodę, zeszła ze schodów i wsunęła dłoń w jego wyciągniętą rękę.

– Wybacz pani mą zuchwałość! – powiedział, gdy stanęli na parkiecie.- Nie mogłem przestać o tobie myśleć.

– Tak jak ja…

Muzyka zaczęła grać, a oni popłynęli w tańcu jak łabędzie. Wydawało się, że oprócz siebie nikogo nie widzą. Byli tacy szczęśliwi, że nawet król się uśmiechnął.

– Moja droga Izabelo, pokochałem cię nim zdążyłaś odjechać. Miłość do ciebie zmieniła cały mój świat.

– Nikt nie rodzi się jedynie złym, wiedziałam, że na dnie twojej duszy jest dobro.

– To ty wydobyłaś z mojego wnętrza uczucia o jakie się nie podejrzewałem. Czy zgodzisz się spędzić u mojego boku resztę życia?

W odpowiedzi uśmiechnęła się, a jej twarz rozpromieniała. Patrzyli sobie w oczy i wsłuchując się w rytm melodii, przetańczyli całą noc…

Tekst zgłoszony przez Bajdulkowo. Udostępniamy go za zgodą Autora (mariopeiro)