Chmurka

Mała, biała i puszysta chmurka spoglądała z ciekawością i niemałą zazdrością na Ziemię. Ile tam się działo..ciągle ktoś biegał, krzyczał, śmiał się, albo bawił. Wszystkie dzieci miały uśmiechnięte buźki i zawsze tyle do powiedzenia. A tutaj…chmurka rozejrzała się znudzona

– Wszędzie tak cicho i niebiesko-ziewnęła. -Wokół tak leniwie i spokojnie, a kiedy nie ma Pani Burzy, to już nic się u nas nie dzieje – wyszeptała markotna chmurka.

-Więc zmień to, zmień – łagodny Zefirek szepnął jej do uszka i poszybował w dół. W nieznane. A chmurka nie zastanawiając się długo popłynęła za nim.

Podróż na Ziemię szybko minęła i mały pierzasty Kumulus rozejrzał się ciekawie dookoła. Wylądował w parku, pełnym rodziców i ich rozbawionych pociech.

– Ale fajnie! – ucieszyła się chmurka i postanowiła jak najszybciej przyłączyć się do zabawy.

– Od czego by tu zacząć – zastanawiał się pierzasty gość. Już wiem na początek zamienię się w watę cukrową. Tyle koło niej kręci się dzieciaków, więc zabawa też musi być niesamowita.

I Kumulus zmienił się w wielką, pachnącą i różowa watę cukrową.

– Patrzcie, jaka olbrzymia wata – wykrzyknął z piaskownicy jakiś umorusany blondasek.

– Mniam, mniam – oblizała się Kasia.

– Kto pierwszy, ten zjada całą – zawołał ktoś inny i wszystkie dzieciaki pobiegły w stronę niczego nie świadomej chmurki. Pędziły, potykały się o kamienie, przeskakiwały kałuże i sprytnie omijały starsze panie, karmiące gołębie. Aż w końcu wyścig dobiegł końca. Zmęczone, ale i szczęśliwe dzieciaki zaczęły dzielić łup. Każdy, kto pomyślnie ukończył ten męczący maraton, postanowił skorzystać z okazji i najeść się do syta pachnącej i smakowicie wyglądającej słodkości. Małe rączki szybciutko zaczęły z wielką szybkością i radością odrywać puszyste kawałki smakowitego różowego kłębuszka.

– Pycha! Wspaniałości!!!- wołały zachwycone dzieciaki

– Co za smak!

– Co za zapach!!!

Jednak ta zabawa nie bardzo spodobała się Kumulusowi i chmurka sprytnie wywinęła się małym łakomczuszkom, po czym bezpiecznie ukryła się w rozłożystych liściach, pięknego kasztanowca. Jednak po dłuższej chwili postanowiła znowu przyłączyć się do jakiejś zabawy i tym razem zmieniła się w kolorowy i delikatny jak bańka mydlana balonik. I znowu nadbiegły dzieciaki chętne do wspólnej zabawy. Podrzucały balonik, popychały go i podawały sobie z rąk do rąk. A zadowolony Kumulus wirował wokół nich jak olbrzymi, kolorowy bąk. Ale jeden chłopiec postanowił zepsuć wszystkim zabawę i długim kolcem przebił zadowoloną z siebie chmurkę, która z głośnym świstem zniknęła w pobliskich krzakach. Jednak żadne z dzieci nie pobiegło, aby ją odszukać, ponieważ wiedziały, że przebity balonik nie nadaje się już do wspólnej zabawy.

Chmurka była bardzo rozżalona, ale postanowiła dać dzieciakom jeszcze jedną szansę na wspólną zabawę i zamieniła się w barwnego motylka. I znowu wszyscy, którzy go ujrzeli chcieli się z nim bawić. Każdy chciał go dotknąć, złapać i zabrać do domu. Na początku Kumulus był bardzo zadowolony.

– Znowu coś się dzieje! – myślał zachwycony. Jest tak wesoło i przyjemnie. Ale biedna, mała chmurka szybciutko zmieniła zdanie. Dzieci było bardzo dużo. Były bardzo sprytne i zwinne, a motylek na próżno skakał z kwiatka na kwiatek i starał się je zmylić. Wszystko na nic. i kiedy już, już Michałek szykował się ze swoją niezawodną siatką na owady, aby powiększyć swoja kolekcję Kumulus zadecydował, że czas już wracać do siebie.

– Albo chcą mnie zjeść, albo kłują, albo chcą złapać i wsadzić do słoika. Mam dość wyszeptał zmęczony, po czym zamienił się w szarą mgłę i poszybował do domu.

A kiedy wieczorem wszyscy niebiescy mieszkańcy szykowali się na wspaniałą zabawę zorganizowaną przez Panią Wichurę i Panią Burzę tylko mały Kumulus układał się do snu.

-Już za dużo dzisiaj widziałem – wyszeptała do siebie zmęczona przygodami mała chmurka.

– A następnym razem- dodała po chwili – poczekam na zaproszenie do wspólnej zabawy, bo czasami nie wiadomo co zrobić z nieproszonymi gośćmi. Po czy ziewnęła szeroko i zasnęła smacznie.

Tekst zgłoszony przez Bajdulkowo. Udostępniamy go za zgodą Autorki (Elżbieta Safarzyńska).